wtorek, 3 lipca 2018

Po IV roku...

Tymczasem 6 egzaminów później... :D Od soboty mam wakacje. Niby minęło od ostatniego wpisu 3,5 miesiąca, a przez ilość egzaminów mam wrażanie że lata świetlne. W tym roku chyba największa ich ilość wśród wszystkich lat studiów jest do zdania, bo aż 8. Właściwie opisy poprzednich klinik były wraz ze wskazówkami, to pominę je już. Co ja tam miałam w marcu?
A tak, alergologia. Zaliczenie zdała 1 osoba. Okazało się, że o zdaniu/niezdaniu decyduje wynik testu na "logikę", na którym i tak większość patrzyła co ma osoba obok. No ale stracić godzinę życia na pseudo-poprawę zaliczenia trzeba było... Generalnie po tygodniu bloku nie wyniosłam praktycznie z alergologii nic, mimo kilku sympatycznych seminariów. :/ Zakład mieści się na pomorzanach, zaraz za przejściem przez łuk obok starej sali idąc wgłąb szpitala, po prawej stronie po schodach na 1 piętrze (chociaż może to półpiętro raczej, no zaraz po wejściu). Seminaria salka na prawo na końcu korytarza.
Potem była okulistyka, też na pomorzanach. Żółty budynek idąc od starej do nowej sali, po lewej stronie. Wejście z bocznej części budynku a nie od głównej gdzie napis. Po wejściu zaraz są schody na dół ale mijamy je przechodząc do przedsionka, i po prawej stronie zaraz są drzwi do sali seminaryjnej (w której jednocześnie jest z rana odprawa). Następne drzwi po prawej to szatnia z kodem 11111 (nie wiem ile tych jedynek, bo wciskałam na pałe). Szafki płatne, na monetę 2-złotową :D Seminaria podobno na 8.15 aczkolwiek może raz faktycznie się tak zaczęły, bo odprawa zwykle się przeciąga. Szałowe nie są, dużo materiału w krótkim czasie. Ćwiczenia są całkiem sympatyczne. W sumie większość badań okulistycznych udało nam się na sobie zrobić (badanie ostrości, dna oka, pole widzenia, ciśnienia w oku!! :D), i nawet na bloku byliśmy. Książką obowiązującą jest Niżankowska, aczkolwiek studencki skrypt to praktycznie jej wersja kopiuj-wklej. Ale skrypt to zbiór pytań na egzamin do profesora, natomiast pani profesor pyta z nieco innych pytań (bodajże pula jakichś 20paru). Oceny są różne, i to nie prawda, że pani profesor same 5,0 stawia jak coś :D Oblewa jak już to profesor z tego co widziałam. Miałam u niego egzamin i było bardzo miło. Nie wiem czy moja odpowiedź trwała nawet 2 minuty. Jak widzisz że wiesz i powiesz to, co ma na myśli to nawet nie każe kończyć pytania i przechodzi dalej. Nie trzeba jakiejś mega wiedzy myślę na ten egzamin, aczkolwiek mocno mnie stresował. Jak nie wiesz i kombinujesz to też daje rade, byle cokolwiek coś tam wiedzieć. A no i losuje się zestaw 3 pytań na karteczce :D
I wraz z końcem okulistyki skończyły się moje zajęcia na pomorzanach w tym roku :(
Kolejnym blokiem była otolaryngologia. Najpierw seminaria, potem ćwiczenia. Seminaria takie no w miare, ćwiczenia też większość fajnie. Uczyliśmy się na sobie badania ucha, nosa, gardła, krtani. Obserwowaliśmy badanie słuchu. Niektórym grupom chyba udało się na fantomie robić tamponadę no ale nam nie... Na koniec bloku zaliczenie praktyczne, dużo zależy na jakiego asystenta się trafi :D W sumie trochę to głupie bo i tak zdać trzeba egzamin, a w czasie bloku nikt raczej intensywnie się na laryngo nie skupiał. Seminaria są na 4 piętrze, w prawo, na przeciwko kaplicy przeszklone drzwi. Na oddział idzie się od szatni, dalej koło biblioteki, potem w prawo w kierunku tego kiosku, i ta klatka schodową na 2 piętro (chyba to było 2). Jeżeli chodzi o egzamin, no cóż. Mogło być to lepiej zorganizowane, już nie chce tutaj tak publicznie pisać ale chyba się rozeszło i tak po różnych latach :D Mimo, że pytania były bardziej z książki (2 tomowa, 650 stron :/ ) niż z seminariów, to oceny był zaskakująco dobre i nie zdało ostatecznie 6 osób (anulowali jedno pytanie). Ale z drugiej strony nie było żadnej piątki :D Trochę pytań się powtórzyło, najsympatyczniejsze były z audiologii i zatok chyba. Reszta dość średnia.
Następnie radiologia. Coś na co wydaje mi się, że sporo osób czekało. Zaczyna się seminariami, na 4 piętrze, i w strone tam gdzie pediatrii seminaria były, któraś z sal, chyba 28A? Ale my pierwsze sem mieliśmy na oddziale w salce, także trzeba być czujnym jak długo nikt tam pierwszego dnia nie nie przychodzi albo zapytać wcześniej gdzie będzie sem :D Semki trochę obładowane treścią, ciężko przekazać całą radiologię w 2,5 tygodnia, ale mogliby się bardziej skupić na takich rzeczach które najczęściej w przyszłości jednak spotkamy. Odział znajduje się idąc od szatni i biblioteki w lewo, do końca korytarza i wchodzą z piwnicy na parter (jedno piętro wyżej), przez szklanek drzwi i zaraz na prosto-prawo są przesuwane drzwi i tam jest radiologia. Ćwiczenia mocno różnie -  od świetnych i wspaniałych zajęć z USG z młodym panem doktorem, na których na sobie uczyliśmy się usg brzucha, po dość nudne z RTG... Generalnie liczyłam na lepsze przygotowanie radiologiczne. Odmę może widziałam raz na prezentacji. Już nie wspomnę że nadal zapalenia płuc chyba nie stwierdzę. Egzamin ustny u pani profesor na koniec bloku. Skrypt nie jest jakiś obszerny, ale warto znaleźć taki z dopiskami prof. I oprócz niego zrobić jej prezentacje, bo u nas było z tego powodu zdziwienie (mimo podanej na stronie zakładu listy pytań). Ważne są słowa klucze często... :P Kilka osób nie zdało, ale bez wpisu na kartę zaliczeń, więc o tyle dobrze.
Kolejnym blokiem była chirurgia dziecięca. Zaczyna się seminariami znów na 4 piętrze, któraś z sal na lewo do końca. Generalnie seminaria długie, straszliwie.... Co niektóre ciekawsze, gdyż prowadzone przez fajnego doktora :D Ale na prawdę 3h to jest męka. Ćwiczenia mnie się bardzo podobały. Nam się trafiły same w poradni, nawet przepuklinę pępkową spotkałam :D Blok kończy się testem zaliczeniowym (to chyba nowość od tego roku, taka motywacja do nauki do Leku, podobno...). Generalnie wszyscy zdali, ale nie powtórzyły nam się mocno pytania poprzednich grup, było trochę nowych.
Potem nastąpiła medycyna rodzinna. Jedyne w tym roku zajęcia na rybackiej (a właściwie podgórnej). Trzeba wejść do rektoratu, na lewo po schodach minąć szatnię, i za chwilę po prawej będzie klatka schodowa. Przechodzi się tam na podgórną, i na 1 piętrze, po lewej od wejścia schodami, jest sala seminaryjna, a na wcześniejszym piętrze i na poziomie niżej są gabinety lekarskie. Najpierw ćwiczenia (!!!!) a potem seminarium 1,5h. To jest jakiś dramat, te ćwiczenia pierwsze, bo raczej kończą się wcześniej, i w połączeniu ze standardową półgodzinna przerwą do seminarium daje to taką ilość czasu, że nie wiadomo co ze sobą zrobić za bardzo... (niektóre grupy miały po seminarium ćwiczenie, ale do 16.00 :/) Na ćwiczeniach obserwuje się prace w przychodni, coś tam osłuchuje. No co może się u rodzinnego dziać szałowego. Jesteśmy pierwszym rokiem ze zmianą formy egzaminu z ustnego na testowy. I nie dajcie się zwieść gadaninom, że pytania będą tylko z seminarek bo NIE były xDDDDD Na stronie zakładu widnieją jakieś zagadnienia na ćwiczenia, o których nikt nic nie mówił, czy w ogóle dotyczą nas czy VI roku (który też ma med rodzinną). Więc dodatkowo pytania o kalendarz szczepień, o co niektóre choroby zakaźne (które nie raczyli nam omówić na bloku z zakaźnych, są zbyt częste chyba heheh), jakieś choroby kręgosłupa, leczenie zakrzepicy... No ogółem wiedza ogólna, rozumiem że medycyna rodzinna jest obszerna (2 grube książki do Leku), ale mogliby określić jakiś zakres prawdziwy na egzamin. No cóż. Nie zdało na prawdę parę sztuk ale niesmak trochę pozostał.
Przedostatnim moim blokiem w  tym roku była genetyka. Zajęcia są w nowym budynku na unii, ostatnie wejście, tam gdzie biolomolo. Sala seminaryjna na piętrze, w prawym rogu budynku jakby. Generalnie są spoko, myślę że przydatne do Leku nawet. Po seminarium są ćwiczenia, w większości na unii (na parterze), chociaż czasem na pomorzanach (budynek co medycyna sądowa, wejście na parterze główne, potem w dół na minus 1 i któryś gabinet), które kończą się zdecydowanie szybko :D :D :D. Blok kończy się egzaminem. Po przejrzeniu jakiś czas wcześniej pytań na egzamin stwierdziłam, że cinko to wygląda ze zdobyciem dobrej oceny (co też słyszałam od wcześniejszych grup). I tak też mimo solidnych notatek i nawet przeglądania prezentacji pierwotnie nie ukulało mi się bdb. Okazuje się, że na seminarkach czasem mówione jest jedno, a klucz jest układany inaczej (zespół Alporta jest X-dominujący!!! :D). No ale zakład ma zasadę, że każdy ma możliwość podwyższenia oceny. Także dzięki współpracy w otworzeniu pytań i obejrzeniu klucza udało nam się w kilka osób poprawić ocenę. Polecam chodzić sprawdzać klucz, żeby wiedzieć na przyszłość co autor miał na myśli. Ogółem zakład bardzo sympatyczny i bezproblemowy. Jedyne co mogliby lepiej klucz układać :D
Na sam koniec dziekanat zafundował nam 4 dni wycieczek na prawobrzeże w ramach bloku z chorób oddechowych. Podobno można się tam dostać pociągiem nawet :D Dojazd autem to niecałe 30 min (Krygiera+A6). Generalnie główne wejście szpitala jest jakby od tyłu, od strony lasu jakby się ktoś zastanawiał :D. Szpital jest w sumie ładnie usytuowany wśród drzew. Tam też po wejściu jest po lewej szatnia, która w czasie naszego bloku nie funkcjonowała :D Także rzeczy zostawialiśmy w sali seminaryjnej. Do salki dochodzi się idąc od szatni prosto, następnie windą na 2 piętro i na prawo (nowa część szpitala). Idą korytarzem oddziału, mija się najpierw po lewej jedną klatkę schodową, ale szukamy drugiej, i nią wchodzimy na wyższe piętro gdzie są sekretariaty i po lewej koło tablic sala seminaryjna. Od zewnątrz także można dojść tutaj z drugiej strony strony budynku, po prostu idąc prostu wzdłuż prawie całego budynku, do takiego niedużego wejścia, który jest trochę balkonem, i to jest ta sama klatka, którą się idzie na 3 piętro. Zajęcia zaczynają się od seminariów, do 9.15 (ale można zapytać czy zajęcia mogą być na 8.15 bo nie było to problemem a można dłużej spać). Potem jest przerwa i ćwiczenia (trochę ponad godzinę), po których wraca się do salki na omówienie przypadków. W ostatni dzień jest zaliczenie, podobne dla każdej grupy więc pierwsza ma w sumie najgorzej. Ćwiczenia są w miarę. Osłuchiwaliśmy, było trochę zdjęć RTG nawet.
Zajęcia skończyły się 27.06. W międzyczasie oczywiście mieliśmy egzaminy z laryngologii i rodzinnej. Natomiast 30.06 był test zaliczeniowy z interny. Tak, pomimo że po każdym etapie interny mieliśmy cząstkowe zaliczenia, i mimo że internę na Leku na prawdę dobrze piszemy (podobno 3 miejsce w kraju), to na pumie stwierdzili że to niewystarczająco i trzeba kolejne zaliczenie interny dorzucić :D Na pewno w tym tkwi problem :P Pytań było 100, po 20 z każdej kliniki (tak mówili, aczkolwiek nie liczyłam). Było dość pytań z Lepoleku, trochę z poprzednich naszych zaliczeń, ale sporo nowych. Najbardziej spoko był te z endokrynologii i pulmonologii. Takie w miarę z diabetów. Średnie z gastro i hipretensjo. Okazało się, że zdało 100%, na ile serio to nie wiem, ale niepotrzebnie widocznie siedziałam te kilka dni z rzędu do nocy, próbując ogarnąć te 5 klinik... 5 rok czeka chyba jutro podobne zaliczenie podsumowujące, ciekawe co u nich będzie.
Powiedziałabym coś o egzaminie z farmakologii ale nie dużo wiem z racji zerowego terminu. Pytań chyba było 100, raczej taki średni chyba w opiniach. Nawet nie wiem ile nie zdało, bo w związku z Rodo wyniki były osobiście wydawane, szeptem na uszko :D W mojej grupie większość (która została po przedterminowcach xD) zdała. Najwyższą oceną chyba było 4. I mimo początkowych bulwersów raczej większość była zadowolona, że egzamin udało się przenieść z 29.06 na 24.05, co mocno odciążyło sesję letnią.
A tak, zapomniałabym o wspaniałych fakultetach. W sumie już nie pamiętam czy o nich coś pisałam, były takie porywcze... Na szybko, 3 fakultety wykładowe na unii 17-19:15, 1 na pomorzanach (13:30-15:45) - a właściwie to dwa ale na EKG nie chodziłam to nie powiem nic o tym z wyjątkiem że mieli zaliczenie, 1 fakultet ćwiczeniowy na unii (12.45-15) i 1 jeżdżony dyżurowy (18-20:15)
1)Hipertensjo (unia), generalnie nie taki zły ale od farmy w kwietniu niedużo już z leków krążenia pamiętałam a i fakultet był w czasie naszego bloku z farmy także powiem szczerze, że średnio słuchałam, raczej farmy się uczyłam... Lepiej by pasował na 5 rok, gdy jesteśmy już po bloku z hipertensjo, no ale skoro na V semestrze mieliśmy fakultet z onkologii skóry podczas gdy na VI dopiero dermatologię... :P
2)Genetyka (unia) - polegał na tym, że podzielono nas na grupy 3-4 osobowe wg. listy alfabetycznej roku i dano artykuły do przetłumaczenia i zaprezentowania. Oprócz własnego wystąpienia można było nawet nie być na fakultecie xD
3)Chirurgia dziecięca (unia) - też spoko, filmiki pokazywali z operacji
4)RKO (unia) - trwa 5 dni pod rząd, każda piątka ma swoją datę fakultetu, całkiem ciekawe rzeczy, zwłaszcza, że blok z ratunkowej na 5 roku jest krótki, więc taki wstęp myślę że będzie przydatny. Nie zazdroszczę jednak grupom którym fakultet wypadł w czerwcu przed egzaminami
5)Naczynia (pomorzany) - sympatyczny fakultet, ogląda się zabiegi naczyniowe na żywo itd.
6)Przygotowanie do dyżurów - trójkami, 5 dyżurów w różnych klinikach (także police, zdunowo, zdroje - to już gorzej). Generalnie myślałam, że będzie fajniejszy, ale to jeżdżenie wieczorami było męczące, zwłaszcza że wypadł nam w czasie farmy i gdy uczyłam się do przedterminu zaraz po bloku. Niby można było odrobić w innym terminie no ale. W przyszłym roku już obczaiłam tematy fakultetów (o ile się nie zmienią) i już raczej go nie wezmę, po prostu mi się nie chce

Teraz czas na wakacje, a raczej jeszcze praktyki. Zaczęłam je właśnie na oddziale pediatrii, później chirurgia. Póki co nie zeszłam jeszcze nerwami z 4 roku, a już słyszałam średnią opinię o piątym. W sumie piąty rok to już tak trochę poważnie brzmi (albo 5 klasa jak kto woli :D). Ostatnio policzyłam, że za mną już 18 egzaminów, a przede mną jeszcze 10 (2x5), nie licząc Leku.
A dziś wyniki matur, ciekawe jaki progi znów będą :D

środa, 21 marca 2018

Wiosna

Wracam jakieś 4 bloki i 2 egzaminy później :D Ostatnio skończyłam na urologii. Ze względu na godziny zajęć kliniką zachwycona nie byłam. Lol jeszcze na koniec prezentacje trzeba było przygotować :D Dalej były chyba police. Rozsądnie zblokowaliśmy nasze 4 dni w 2. Też raz trafiliśmy na lekarza co coś więcej nam podczas zabiegów mówił. Ktoś tam asystę złapał. Na koniec została chirurgia gastro na pomorzanach (piętro niżej niż urologia). Też udało się odrobić godzinowo, czasem ktoś coś mówił... no i zleciał miesiąc chirurgii. Zaliczenie na koniec nie było zaskakujące, to samo od xxx czasu. Najciekawsze, że teraz jak w ręce miałam swoją kartę osiągnięć to się okazało, że za to zaliczenie nawet ocenę wpisali, już pominę fakt, że była z kapelusza. Trzeba trzymać pozory, na szczęście się to do niczego nie liczy. 
Potem zaczęła się medycyna sądowa. Budynek co patofizjo ale wejście najbliżej bramy wyjściowej w kierunku kościoła. Był to nawet ciekawy blok, w sumie dużo się dowiedziałam fajnych informacji. Na sekcji byliśmy (w końcu, bo na patomorfologii sie przez 1,5 roku nie doczekaliśmy) - zapach tragiczny, podobno założenie dwóch maseczek pomaga :D Ja starałam się oddychać ustami i dało radę. Oprócz tego omawiane były zagadnienia dotyczące orzecznictwa lekarskiego - każdy lekarz może być w końcu biegłym. W sumie uświadomiło mi to (po sprawdzeniu planu studiów), że nie mamy żadnego przedmiotu który by omawiał kwestie prawne medycyny. Coś tam na etyce wspominali, coś na sądówce, ale jak ostatnio zastanawiałam się, jakie właściwie mamy prawa np. jak pacjent odmawia rozebrania do RTG (lol serio, na forach ludzie o to pytają czy można w ubraniu), to doszłam do tego, że trzeba to chyba wszystko samemu ogarnąć. Eh. Blok kończył się egzaminem, takim samym jak od xxx lat. Klasycznie ciekawe, że oceny były różne, 4 4,5 i 5 :D 
W między czasie trwała także toksykologia - trochę o grzybach, narkotykach, zatruciach gazami. Też całkiem ok. W czasie bloku mieliśmy wyjście do poradni uzależnień, gdzie pacjent opowiadał swoją historię narkotykową - oczywiście wyjście to inicjatywa zakładu, nie jest to w programie więc szanuje. Nasze zaliczenie było takie same jak w którymś roku wcześniej, ale nie wszystkie grupy miały to samo. A no i zajęcia tam gdzie sądówka. 
Następnie weszliśmy na internistyczne tereny. Miesiąc bloku, a praktycznie w tym tydzień przerwy (nasze jedyne ferie, na szczęście przypadające nam w lutym w porównaniu do innych grup). Najpierw endokrynologia 6 dni. Seminaria są na 4 piętrze, sala na końcu korytarza przy sekretariacie propedeutyki pediatrii. Zajęcia po 4,5h, w tym seminaria - różnie, od 2h do 4 :O I potem ćwiczenia - oddział / poradnia. Materiału dużo, czasu średnio więc pouciskanie jak się da. Ale było nie najgorzej. Następnie ruszyliśmy na diabetelogię do polic. Początek to seminaria ok. 1h 15 min (sala seminaryjna na przeciwko szatni zaraz). Potem na oddział. Generalnie muszę powiedzieć, że fajnie trafiłam z asystentką, bo omawiała z nami coś też na ćwiczeniach, pokazywała insuliny, jak wygląda dieta, pompy, a nie same zbieranie historii i pleple. Trzymają się tam godzin jednak i to, że chciałyśmy odrobić jeden dzień, żeby mieć dłuższą przerwę, był bardzo serio traktowany i odrabiałyśmy tak na prawdę co do minuty :/ Powinno się kończyć zaliczeniem, jednakże w praktyce chyba tylko grupy pani prof tak mają :D Potem nadeszły nasze "ferie" - aż 10 dni (a gdzie te 3 tygodnie z 1 roku?!?! :( ) i na koniec 2 dni zajęć z hipertensjologii (które tez dałoby się w 1 skompilować ale późno się za to zabraliśmy). Zaraz po naszym bloku wypadało zaliczenie dla 3 grup dziekańskich (interna z zimowego semestru) - mimo że oficjalnie było mówione "tak tak pytania z leku 2017 będą" - okazało się, że zaliczenie powtórzyło, pytania z poprzednich testów były, a z leku '17 może 2. Trochę też takich nowych od czapy było typu w jakiej postaci występuje testosteron w osoczu xD Dlatego dla mnie to brzmiało bardzo śmiesznie od początku i nie potraktowałam serio tego gadania, tylko posiedziałam trochę z książka. I tak na koniec roku czeka nas nowość - test z interny z 4 roku (gastro +endokryny +diabety +hipertensjo), nie wiadomo jeszcze za bardzo jak to będzie wyglądało. A nawet jeśli mają się powtórzyć ze starych lek'ów pytania - cóż, nasz LEK już nie nie powtórzy a w życiu pacjenci tym bardziej, więc każdy niech zgodnie ze swoim sumieniem, albo uczy albo leci po linii najmniejszego oporu :D
Następny przystanek - Arkońska i choroby zakaźne. Zajęcia powinny być 8-12.30 ale dla naszej grupy część była 9.30-14. Seminaria są w budynku J (taki na górce po prawej, idąc od przystanku), na pierwszym piętrze w prawo i do końca korytarza. Szatnia tam też, w piwnicy. Na początku jest seminarium (2h) + 30 min przerwy. Część zajęć jest tam a część w budynku L (hepatologia) na 3 piętrze (to taki niebieski budynek, wejście to bliższe budynkowi J). Przebrać się można piętro wyżej, jest łazienka dla personelu tylko trzeba w gabinecie klucz poprosić. Gdyby nie to, że trafiliśmy na sezon grypowy, pewnie więcej chorób udało by się spotkać :D Tak to półpasiec był, zapalenie opon (o i punkcje widzieliśmy), róża. Byliśmy też w poradni chorób zakaźnych, gdzie 90% pacjentów przyszło z aktualną/wyleczoną boreliozą xD Kilka dni na hepatologii - miałam nadzieję, że w końcu ładne wątroby do wymacania będą. A tu lipa, raz badaliśmy i to marską. Ehh. Najśmieszniejsze jest to, że na chorobach zakaźnych nie omawiają tych z którymi się najczęściej spotkamy właśnie - grypa, ospa wietrzna, jakieś róże. Za to dwa seminaria są na HIV poświęcone... Egzamin jest ustny. Grupa jest podzielona na 3 egzaminatorów. Na zapisy do prof S. trzeba na hepaty iść, do dr. P w sumie umawiali się w drugim tygodniu osobiście, a prof. P wywiesza listy z terminami (potrafią być dziwne, np. niedziela). Wchodzi się po 2-3 osoby. Generalnie jak się zrobi skrypt + posłucha na zajęciach to chyba wystarczy. Szkoda, że nikt się Szczeklikiem nie przejmuje, skąd przecież powinny być pytania z zakaźnych na leku. No cóż :D U mnie póki co jedyne osoby co nie zdały, były u prof P. Ano i trzeba pilnować, żeby karta osiągnięć do niego dotarła... Ja trafiłam na prof S, i było bardzo sympatycznie, wyszłam z piąteczką, mimo że obawiałam się tego egzaminu jak to będzie :D Od wczoraj żyję znów, posprzątałam mieszkanie i w końcu mam luz na duchu. A to dopiero 3/5 egzaminów w tym roku! :(
Teraz mamy alergologię. No dziwny przedmiot, z tego względu, że prof jest specyficzny. W sumie to nie wiem do końca co się dzieje na tych seminariach. Właśnie mam zamiar przysiąść do szczekla, żeby coś wynieść z tego bloku. W piątek ma być zaliczenie, ale z tego co słyszałam 3/4 ma drugi termin mimo dobrej oceny na teście, bo fajnie jest sobie drugi raz o tym porozmawiać z profesorem. Yyyy ok. Nie lubię takiego czegoś. Czas to pieniądz a chodzenie tam drugi raz "bo tak" mnie nie cieszy. Od poniedziałku okulistyka, może będzie ciekawie. A za 3 tyg znów egzamin, ustny! Aaaaa.

piątek, 29 grudnia 2017

IV rok - brzmi poważnie

Coś mi nie wyszło wcześniejsze napisanie tutaj :D Najpierw miało być po wakacjach, potem po jednym bloku, drugim... i tak zeszło. W międzyczasie minął blok z farmakologii, pediatrii, gastroenterologii i geriatrii, a teraz trwa z chirurgii.
Na początku nie byłam szczęśliwa, że zaczynamy blokiem z farmy. Jednakże w sumie była to najlepsza możliwa opcja, wejść w kolejne bloki ze znajomością leków. Jak słuchałam opinii starszych kolegów to myślałam że farma to taka druga biochemia.Co prawda nie wiem jak to wyglądało przed zmianą programu, ale demonizowanie farmy jest przesadzone :D Kolokwia są głównie z prezentacji, które zakład udostępnia, kilka pytań z książek. Myślałam, że wyrobienie średniej (4,0) na przedtermin będzie trudne, ale okazało się na tyle przystępne, że po 4/6 kołach już mogłam być go pewna :D Ogółem dość dużo bo prawie połowa mojej grupy miała termin zerowy egzaminu. A egzamin sam w sobie (ustny u profesora) okazał się bardzo przyjemny i prawie wszyscy wyszli z 5,0 w garści. Pozostałych czeka egzamin testowy na koniec czerwca, więc dla mojej grupy sporo czasu po przerobieniu materiału. Jest to pewna wada. Aha blok trwa 20 dni.
Blok z pediatrii oceniam jako OK. Wiedza całkiem przydatna, chociaż seminaria o 8.30 przyprawiają o sen. Teoretycznie trwają do 10.00, potem pół godziny przerwy i ćwiczenia na oddziale, ale zdarzało się, że się przedłużały ale nikt przerwy za to nie zabierał :D Ćwiczenia obejmują 8 dni na oddziale dzieci starszych, 8 dni na niemowlętach + po jednym dniu neurologicznym, kardiologicznym i metabolicznym. O ile na starszych mieliśmy fajna asystentkę, to na niemowlętach... no cóż. Nie wiem na co są te ankiety co roku, skoro i tak nic nie zmieniają i zajęcia prowadzą osoby które nie mają na nie pomysłu ani czasu. Zaliczenie to 30 pytań jednokrotnego/pseudojednokrotnego wyboru,  z "LEK na 200" i starszych testów. Też trwa ten blok 20 dni, klinika znajduje się w SPSK1. Sala seminaryjna na 4 piętrze tam gdzie propedeutyka, a oddział nad laryngologią.
Następna była gastroenterologia, trwająca 8 dni. W pierwszy dzień najpierw seminarium, potem ćwiczenia. Niektóre dni odwrotnie. Generalnie obowiązuje Szczeklik, na prezentacjach niektórych było nieco więcej informacji, które potem pojawiły się w pytaniach na zaliczeniu. Ćwiczenia dość długie bo czasem i 3h. 3 dni są w pracowni endoskopii gdzie patrzy się na gastroskopie, kolonoskopie a jak trafi się z asystentem to i zabiera do radiologii na ECPW i inne wymagające użycia RTG. Było to całkiem ciekawe, na pewno ciekawsze niż kolejne zbieranie wywiadów na oddziale. Zaliczenie obejmowało (u nas) 20 pytań jednokrotnego/pseudojednokrotnego wyboru. Pytania były takie średnie. Niektóre powtórzone, a niektóre takie od czapy, zwłaszcza z materiału który nie omawiali. No bo właśnie jakiejś pełnej rozpiski zagadnień nie ma, a wychodzi na to, że te omawiane na seminariach to tylko fragment - najlepiej nauczyć sie całej gastrologii ze szczekla wychodzi. No słabo. Co prawda chyba wszyscy zaliczyli, aczkolwiek nie wiem na pewno. Także kolejny blok w SPSK1. Seminaria na tym samym piętrze co pediatrii, podwójne drzwi. Oddział idąc od szatni, za biblioteką w lewo, 1 piętro.
Geriatria, także w SPSK1, 4-dniowy blok. Dość nudny. Zdaję sobie sprawę, że tematy geriatryczne do porywających nie należą, więc aż tak nie narzekam. Jedyne co godziny były mało korzystne dla przyswajania wiedzy, bo od 12.45-16.30. Najpierw ćwiczenia a potem seminarium. No z ćwiczeniami trochę trafiłyśmy lepiej, bo asystent-reumatolog jednocześnie (zresztą jak wszyscy tam?) zabierał nas na mp. usg stawów, także byłyśmy w poradni geriatrycznej. Więc jakoś ten czas leciał, nie tylko na zbieraniu wywiadu. Seminaria od 15 były ciężkie. Po całym dniu (bo od 8 chirurgia) ciężko nie zasnąć w ciemnej sali. Zaliczeniem był test 20 pytań jednokrotnego/pseudojednokrotnego wyboru, taki sam jak zwykle xD
Aktualnie trwa blok z chirurgii. Pierwsze 3 dni to seminaria w SPSK1, w nowej części, wejście na przeciwko Mikołaja, na prawo i pierwsze piętro. Kamica, zapalenie wyrostka, coś tam o urologii. Potem są ćwiczenia po 4 dni na chirurgi gastrologicznej w SPSK1 (piętro wyżej niż gastroenterologia i w lewo, za neurochirurgią), 4 w policach, 4 na pomorzanach na chirurgi gastro i 8 na pomorzanach na urologii. Za mną pierwsze 4 na gastro na unii, całkiem fajnie. Głównie na operacjach byłyśmy, jest kamera z ekranem nawet dla nas, jednakże trochę mało mówią więc nie było to dla mnie ciekawe. Bardziej podobało mi się w poradni, gdzie no są pacjenci, jakieś wyniki, pozwalają ściągać szwy. Jest bardzo fajny lekarz, który w sumie sam pytał co chcemy robić, padło hasło szycie, więc na następny dzień przyniosłyśmy świńskie nóżki, pan doktor przyniósł nam imadła, pęsety, igły z nićmi, pokazywał jak. To było najbardziej super i w ten dzień błyskawicznie zleciały mi zajęcia. Moje bananowe próby w wakacje nie szły tak dobrze jak te świńskie, także polecam od razu kupić nóżkę, mimo że szybko zaczyna śmierdzieć :D Za mną też jeden dzień na urologii. Zajęcia od 7.45, na szczęście na pomorzanach, ale nie ma to dużego sensu ta godzina bo i tak siedzimy wtedy na odprawie, większość nie kapujemy o co chodzi,więc równie dobrze można by przyjść na 8.30... Zaraz nas wzięli na blok. Plusem jest to że mają te jednorazowe stroje w różnych rozmiarach!! :D Jednakże tutaj także za dużo na operacjach nie mówią, więc no :/ . Fajny gadżet stoi w korytarzu, taka zabawka imitująca prace laparoskopem. A no i na koniec bloku musimy przygotować prezentacje na zadany temat. Lol xD Następne zajęcia 3.01 (wowow dziekanat dał 2.01 wolny). W porównaniu do poprzednich przerw świątecznych, które trwały po 3 tygodnie dzięki przekładaniu zajęć, te 1,5 tygodnia wypadają słabo :(
Byle do wakacji :D

wtorek, 11 lipca 2017

Czy to już połowa studiów?

Nawet nie wiem kiedy to tak szybko minęło. W nawale nauki błyskawicznie mi czas leci. Od 26.06 już mam wakacje. Z ostatniego egzaminu (3.07) z diagnostyki połowa roku zwolniona, w tym ja, co pozwoliło mi wyjechać i poplażować :D Niestety to ostatni taki rok w którym tak szybko wakacje się zaczynają, już nie wspominając o długich weekendach. Dla 4, 5 i 6 roku zajęcia są w blokach, więc wszelkie przepadanie zajęć bo jednej grupie w tygodniu wypadają już nie wchodzi w grę, a i przerwa semestralna i sesja też już nie obowiązuje :( Smutno smutno. Ale mówią że kliniki to już duży luz z nauką, pewnie to i fajnie ale i nie motywujące do siedzenia w książkach :D
Za mną dziś drugi dzień praktyk z interny. Zapowiada się na prawdę fajnie. Zaczynamy od mierzenia ciśnienia, potem obchód. Dziś byłam przy nakłuciu opłucnej i gastroskopii. Ale zapowiada się jeszcze kardiowersja, echo, jakieś usg... :D Przypadkiem zupełnie zaczęłam razem z kolegą z Poznania, więc razem dziś robiliśmy wywiad i badanie nowoprzyjętego pacjenta. Moje pierwsze z kilkuset tysięcy uzupełnień karty choroby - jest tam znacznie mniej miejsca niż w zasadzie zajmowała nasza historia choroby na zajęciach, więc trochę słabo. Powinni nas od razu uczyć pisania zwięzłej wersji. Jestem strasznie zadowolona, bo zastanawiałam się, czy robić tutaj czy w Szczecinie te praktyki, ale to był dobry wybór. Wszyscy są tu strasznie mili, starają się przekazać nam praktyczną wiedzę, mimo że jeszcze za dużo nie umiemy. Ok teraz czas na jakieś podsumowanie 3 roku.


Mikrobiologia - kontynuacja, moim zdaniem łatwiejsze tematy, bazujące już na 1 semestrze (zwłaszcza na antybiotykach). Egzamin nie był zły, dla mnie zaskakująco dobrze wyszedł, a i mało osób oblało (koło 15). Pytania były nowe ale niektóre były bardzo podobne do poprzednich lat więc warto je przejrzeć.

Patomorfologia - ostatnie 2 kolokwia, 5te u nas chyba w połowie "weszło", a 6te prawie w całości... :D miły prezent a i zwolnień dość sporo (24). Egzamin średnio się powtórzył, dużo nowych pytań, połowa wyglądała na powtórzone ale ponoć z dość starych testów one były... Ciężko mi ocenić jak nie pisałam. Stoma podobno miała dużo więcej szczęścia do pytań

Psychologia lekarska - zajęcia na Broniewskiego (koło Arkońskiej), dla mnie średnio ciekawe, nie lubuję się w takich tematach totalnie. Były z tego wykłady ale nigdy listy nie było, kilka z nich było nawet ciekawych ale 8.00 na Unii tłumów nie ściągała. 
            +fakultety Komunikacja interpersonalna, psychoseksuologia - to samo miejsce, nawet czasem ci sami prowadzący. Moje odczucia także takie same :D

Anatomia topograficzna - w teorii takie powtórzenie tego co było na 1 roku, w praktyce mało by było na to czasu, więc żeby coś zapamiętać w 2-3 osoby robi się prezentacje i przedstawia, tyle.

Higiena i epidemiologia + zdrowie publiczne - ten sam zakład, budynek K ostatnie piętro, znowu szaaaaalenie ciekawe tematy :D Ze zdrowia pisze się esej na jakiś temat z zajęć, z higieny jest zaliczenie, ale nie było zaskoczenia z pytaniami :D :D :D (aha i ponoć 2 rok z rzędu mówili że nie powtórzą się a jednak :D)

Etyka lekarska - 15 zajęć (o zgrozo) na rybackiej w semestrze letnim, tematy jak się można domyślać typu: aborcja, eutanazja, odmowa leczenia... nawet nie wiem co tam dalej. Nie czuje tego w ogóle.

Medycyna nuklearna - zakład koło auli na Unii, 5 ćwiczeń chyba i 2 seminarki, na ćwiczenia potrzebny fartuch, czasem stetoskop ale w sumie tylko na jednym. Dla mnie temat średni, moja nauka fizyki skończyła się dawno temu, nie pamiętam z tego za dużo. Można sobie popatrzeć na te urządzenia, jak wygląda badanie, wynik, do czego co się przydaje.

Elementy profesjonalizmu - przeprowadzane w formie wykładów przez profesora z nefrologii, całkiem fajne, z podejściem do studenta, luźno o wyborze zawodu, jak powinien wyglądać lekarz i takie tam :D Były listy do wpisania podpisu gotowe już.

Fakultety - oprócz dwóch wyżej wymienionych były jeszcze w semestrze zimowym: 
     *immunologia - prowadzone przez dr H. (patrz niżej), pierwszy taki temat ogółem, dlatego łaskawie w tym roku nie było zaliczenia, tylko musieliśmy na każdy temat wykładu napisać kilka słów
     *dermatologia - wg mnie źle umiejscowiony fakultet, po 4 kole z pato (skóra) już się za dużo nie pamięta, a o wiele większy sens miałby on po zajęciach z dermatologii już, no ale nie było żadnych problemów z tym faku
     *RKO - nie byłam, ale to był praktyczny fakultet i chyba szybciej się kończył 
     *podstawowe procedury medyczne - żałowałam potem, że tego nie wzięłam bo było szycie chirurgiczne np., czy jakieś powtórzenie wkłuć

Patofizjologia - całoroczny przedmiot, pomieszanie w sumie wszystkiego co do tej pory było na patomorfie, fizjologii, trochę biochemii z bardziej konkretnym ujęciem jednostek chorobowych. Dość ważny i przydatny przedmiot myślę, co już widzę u siebie na praktykach :D Kolokwia są pozornie jednokrotnego wyboru, aczkolwiek pytania nie powtarzają się, jedynie bywają podobne co z niektórych tematów. Zdawalność jak obserwowałam u nas była 85-90% albo i więcej, więc w sumie bardzo dobra. Mi te pytania na dwóch pierwszych kołach średnio podeszły, nie wiem, tzn miałam wrażenie że są mega łatwe a ocena mówiła co innego :D Może też przez pytania dr H. :/ polecam na jego zajęciach notować jak po*ebany bo pytania z prezek niekoniecznie są. Odnośnie zajęć to teoretycznie można zarobić minusa za brak wiedzy ale u mnie w grupie się to mimo krytycznych sytuacji nie zdarzyło nigdy. Egzamin 50 pytań, również nowych, 87% zdawalność więc w sumie spoko, ale była ciut niższa, przed wyżebranymi ale obiecanymi punktami za obecność na wykładach profesora :D Wykładów było 7? chyba, a listy tylko na tych, które profesor (i rektor) prowadził. Koniec końców pytań z wykładów nie było na egzaminie ale poprzednie roczniki miały, więc to nie reguła. Zakład jest za nową salą wykładową, przy ulicy.

Diagnostyka laboratoryjna - kolejny całoroczny, seminaria z różnych tematów z uwzględnieniem tam norm itd, no jak sama nazwa mówi. Kolokwia są jednokrotnego wyboru, 5 pytań, każda grupa na swoich zajęciach pisze test. Tak pierwsze grupy w pierwszy dzień mają podobne, dość spoko pytania, środkowe mają dość średnie a ostatnie grupy takie w miarę. No zwolnione jest zwykle połowa roku jak wyżej pisałam, sam egzamin nie wiem jak wygląda. Budynek K też.

Choroby wewnętrzne - wywiad, opukiwanie, osłuchiwanie, obmacywanie... wszyscy na to czekają :D mnie się powiem szczerze szybko to znudziło trochę :D pierwszy semestr to takie podstawy, w drugim dochodzą w zagadnieniach jednostki chorobowe takie podstawowe oraz EKG. Zajęcia są długie (3h zegarowe) i mi się momentami tragicznie dłużyły... Na nefrologii zaliczenia czasem są, zależy od asystenta, na hipertensjo są 2 obowiązkowe dla wszystkich, na endokrynach i diabetologii (Police) nie było chyba nic u nikogo :D Są wykłady, w zimowym chyba 5 i były listy do uzupełnienia podpisów. Te były takie średnie, za to w letnim były już dość ciekawe, prowadzone przez profesora z nefrologii, i list nie było. Na koniec, na początku czerwca jest zaliczenie, test jednokrotnego/pozornie jednokrotnego, no w tym roku wybitnie łatwy... :D 100% zdawalność :D I generalnie w szpitalu jest cieeeeeeepło, lepiej za cienko się ubrać niż na grubo.

Pediatria - w semestrze letnim, zaczyna się seminarką na Unii (piętro wyżej niż hipertensjo), seminarek jest 4 chyba, pomiędzy nimi ćwiczenia, każda szóstka ma inne ćwiczenie, miejsca się z tygodnia na tydzień zmieniają więc trzeba być czujnym :D czasem pytają na sem, na ćwiczeniach raczej się nie czepiają. Zajęcia są w miarę spoko, ja miałam w sumie tylko w poradni przyklinicznej w gabinecie, mierzenie wzrostu, wagi, ew jakieś osłuchiwanie oraz w klinice noworodków na Pomorzanach (mega gorąco, najlepiej jak najcieńsze ciuchy ubrać serio!). Zaliczenie jest w czerwcu, test wielokrotnego (!) wyboru, na szczęście większość pytań wchodzi, czego skutkiem u nas była 100% zdawalność (podobno po raz pierwszy w historii zakładu :D ). Wiadomości na pediatrii to takie podstawy, zapewne będą przydatne gdy zaczniemy klinike, hm no jak dla mnie ta wiedza była całkiem przydatna, nie polegałam tylko na pytaniach.

Farmakologia - nie taka straszna jak ją malują, zajęcia są spoko, pierwszy dział to leki od krążenia, potem psychotropy, na tym się kończy. Reszta na czwartym roku, w formie bloku (!). Kolokwia są pozornie jednokrotnego wyboru i nie są myślę trudne, oceny są na prawdę dobre, a nie zdaje chyba do 5 os z grupy. Poprawa jest wtedy u asystenta (przy dużej ilości osób mówili że test robią) i przynajmniej u mnie z tego co słyszałam to prosta sprawa. Pytania są z seminarek i wykładów, troszkę z książki też widziałam. Na wykładach raz była lista ale chyba  nic z niej nie wynikło. 

Dermatologia - semestr letni, w Policach, dwie grupy razem mają, pierwsza najpierw seminarka, druga w tym czasie na oddziale z asystentami ogląda przypadki, a potem zamiana. Niektórzy asystenci pytają na zajęciach. Egzamin jest jednokrotnego wyboru, 60 pytań. Mój to był drugi testowy, wcześniej były ustne. Zeszłoroczny był banalny, w tym roku no trochę trudniejszy, długie dystraktory i w ogóle. Ale wyniki wbrew pozorom baaaardzo dobre, nie zdało chyba 6 osób? Coś koło tego, także chyba zakład przeanalizował sytuacje i tak to wyszło :D :D Pytania są z seminarek, coś tam z książki także (zwłaszcza jakoś z grzybów było kilka takich).

Dobra to teraz tylko skończyć praktyki i już taki full wypoczynek! :D Mam ambitne plany na te wakacje, m.in. powtórzyć jeszcze raz te leki z farmy, bo mimo że się ich nauczyłam to teraz już jak słyszę na praktykach nazwę to nie jestem do końca pewna do jakiej grupy go sobie przyporządkować :D Jeszcze czekam na paczkę ze sprzętem do szycia, zaopatrzę się w banany i świńskie nóżki i będę zaszywać pseudo rany xD

czwartek, 9 marca 2017

Semestr VI

Jeszcze parę miesięcy i półmetek studiów. Szaleństwo.
Mam to szczęście mieć w tym semestrze wolny piątek, ale coś za coś, zajęcia w poniedziałek, środę i czwartek od 8 do 15-16 :( Wstawanie jest tragiczne, no ale przynajmniej 3-dniowy weekend do odespania... :D
Od początku: farmakologia póki co nie taka straszna, fakt że nazw leków sporo ale wszystko na razie do ogarnięcia. Kolokwium dopiero przed połową kwietnia więc jeszcze spooooro materiału wejdzie. Aktualnie nie narzekam, może zajęcia dość monotonnie prowadzone :/ Elementy profesjonalizmu - ciekawe zaskoczenie, wykłady 45-minutowe właściwie takie o wszystkim i o niczym (wybór zawodu, ubiór), ale fajnie prowadzone, chce się słuchać, ciężko określić dokładnie o czym to jest w sumie :D Fakultet to dramat trochę, ponad 2h zegarowe. Tak właściwie wybrałam takie (komunikacja interpresonalna teraz mamy, potem będzie psychoseksuologia), bo znalazłam gdzieś, że mają być w formie wykładowej. Okazało się inaczej, są ćwiczeniowe, no i właściwie żałuję, że nie wzięłam "podstawowe procedury medyczne" bo się okazało, że tam robią szycie chirurgiczne na przykład :/ Wielki błąd, że programy fakultetów nie są wcześniej udostępniane, bo to takie wybieranie kota w worku jest... W poniedziałki jeszcze są wykłady z pediatrii, 45 min na unii, z dojazdem prawie 2h, no ale na szczęście tylko 5 razy.
Wtorek zaczynam od etyki - kolejne 1,5h masakry. Totalnie dla mnie nudne zajęcia, które podobno kończą się zaliczeniem (?!), także no :D Jakieś filozofowanie, "jakie cechy powinna mieć zgoda pacjenta", i takie inne usypiacze. Potem patofizjologia - kontynuacja z poprzedniego semestru.
W środę jak zwykle zajęcia na 8, medycyna nuklearna i to na Unii. Pierwsze zajęcia to seminarka. Dla mnie - osoby nie zdającej fizyki na maturze - jakieś tam gadanie o czymś co z liceum kojarzę i tyle. Od drugiego ćwiczenia już podział na grupki kliniczne. My wtedy miałyśmy pokazywanie jak się bada jodochwytność tarczycy, usg tarczycy i takie omówienie przypadku pacjentki. Fajnie, przystępnie i ciekawie. Na trzecich zajęciach "doiłyśmy" technet xD Zajęcia są 7 razy więc przed Wielkanocą jeszcze je skończymy.
Potem mamy szałowe 45 min przerwy do interny. A zaczynamy ją od 7 ćwiczeń w klinice Hipertensjologii. O wiele bardziej mi się tu podoba niż na nefrologii. Nie zbieramy ciągle całe 3h wywiadu tylko mamy gdzieś 1,5h na oddziale z asystentem prowadzącym. W tym czasie trochę mamy EKG omawiane, coś ciekawszego osłuchujemy, ewentualnie jakiś szybki wywiad czy jak ostatnio powtórzenie badania głowy. Potem dla kilku naszych podgrupek jest wspólna seminarka z EKG. Niby powinna trwać ponad godzinę, ale w sumie za każdym razem kończy się po 30 min praktycznie :D Materiał dość wolno jest na niej omawiany, tak moim zdaniem. Po przeczytaniu parę razy książki do EKG Garcii w sumie już nic odkrywczego się na nim nie można dowiedzieć, zwłaszcza że slajdy są często z tej książki przeklejone nawet :D  Także potem szybki przejazd na pomorzany na dwa wykłady: interna i farmakologia - oba po 45min, chociaż często są przedłużane wrr. I koniec dnia przed 17 :(
Czwartki najgorsze dla mnie ze wstawaniem, bo dojazd do Polic na dermatologię to ok. 35 min autem z pomorzan. Najpierw (dla nas, bo mamy dwie grupy wtedy razem ogółem) jest seminarium, około 1h 15 min, potem idziemy na trzecie piętro na oddział i ze swoimi asystentami oglądamy pacjentów ze zmianami na skórze, ewentualnie na początku byłyśmy oprowadzane po różnych gabinetach, też jest odpytywanie (nie ma kolokwiów ani wejściówek, a przedmiot kończy się egzaminem w tej sesji letniej, także w sumie można by się nic nie uczyć i jakoś przejść semestr, ale przed egzaminem to już może być nieróżowo :O ). Następnie mamy 45 min (a tak właściwie 60 bo jakieś zamieszanie na lini dziekanat-zakład chyba nastało ale nie jest mi z tego powodu przykro :D) na dojazd na pediatrię. Pediatria różne ma umiejscowienie. Pierwsze zajęcia są piętro wyżej niż klinika hipertensjologii, i na lewo, sala seminaryjna taka na poddaszu. Od następnego już się trochę zmienia, bo część ma seminarke w tym samym miejscu, albo ma już zajęcia gdzieś indziej - każda grupka kliniczna praktycznie w innym miejscu: patologia noworodka pomorzany, żłobek w centrum blisko galaxy, przedszkole na pomorzanach, poradnie przykliniczne SPSK1. Także dziś te 60 min nam na styk wystarczyły, żeby stanąć i dojść na oddział na pomorzanach. A dziś byłyśmy na oddziale noworodkowym. Ciepło, duszno ale dzidziusiowo. Dziwnym trafem my mamy jedno ćwiczenie tam, a norwedzy dwa. No cusz :/ Podobno w żłobku akurat mamy takie godziny zajęć, że dzieci śpią. Za dwa tygodnie chyba się dowiem :D Na zakończenie tego pięknego dnia diagnostyka laboratoryjna jeszcze. I można zaczynać weekend :)

niedziela, 5 lutego 2017

Po sesji

I tak, jestem po pierwszej i ostatniej (prawdziwej) sesji zimowej w moim życiu. Rok temu nie było w niej żadnego egzaminu a dwa lata temu egzamin z biolomolo (czyli w sumie też nic xD) zaraz w pierwszy dzień. Od IV roku natomiast już są same bloki i egzaminy wypadają po bloku, ewentualnie gdzieś na początku lipca te dla całego roku (ponoć w tym roku IV rok ma ostatni egzamin 28.07....? :/). Sesja u nas tak na prawdę jeszcze trwa, ale miałam to szczęście ukulać średnią z 1,5 roku nauki na  zwolnienie z egzaminu <3 Mimo całego stresu VI koło nam baaaardzo ładnie "weszło", więc właściwie już po wyjściu z kolokwium wiedziałam, że żegnam egzamin. Bardzo fajnie zakład to rozwiązuje, bo każda średnia, która łapała się na próg 4,08 była przeliczana na ocenę 5,0 z egzaminu, co chyba w normalnych warunkach pisania egzaminu jest nie do zrobienia :D W poniedziałek jest egzamin praktyczny z pato (ciekawe jako to wyjdzie, skoro od wczoraj już permamentnie nie działa serwer z preparatami, przynajmniej dla nas, bo może w zakładzie  magicznie zadziała? :D), i polecam zabrać się za szkiełka co najmniej tydzień przed egzaminem, bo ponoć co roku powtarza się sytuacja padniętego serwera :O W środę natomiast teoria.

Drugi egzamin był z mikrobiologii, i powiem szczerze, że nie był zły, dało się go zdać, chociaż same prezentacje zakładowe chyba średnio wystarczały. Ja z Murray'a się uczyłam (z tabelek w nim, które pani profesorka podobno lubi :D no bo kto jest w stanie przeczytać a dopiero się nauczyć 700 stron książki, gdy na wejściówki głównie pule, prezki i tyle wystarczają). Tak na prawdę w ciągu roku nie ma czasu czytać na jedną wejściówkę 100 stron o G+ bakteriach (przynajmniej dla mnie to było nie do zrobienia, gdy jeszcze biochemia była na głowie). Jednakże Murray'a warto mieć, do antybiotyków polecam Dzierżanowską. Ogółem ludzie jeszcze Heczko sobie chwalą. Pytania w sumie były zbliżone do zeszłorocznych i dwa lata wstecz. Sama się nie spodziewałam po wyjściu co dostanę i miło mnie zaskoczyło 4,5 na liście wyników, także znów zaczynam myśleć o stypendium, ale jak to wyjdzie - nie wiem, bo w sesji letniej aż trzy egzaminy (patofizjo, derma, diagnostyka) nas czekają i wszystko się może zmienić, zwłaszcza że u nas ta średnia na stypendium to co najmniej 4,6 :/

Jaka to ulga nie mieć co tydzień wejściówek. Co prawda nie wiem jeszcze jak z farmakologią wygląda. Tak czy siak w II semestrze dochodzą: pediatria, farmakologia i dermatologia z tych ważniejszych, a z tych mniej ważnych to elementy profesjonalizmu, znowu fakultet, etyka i medycyna nuklearna. Z I semestru pozostała patofizjologia, diagnostyka laboratoryjna oraz interna, której  klinikę teraz zmieniamy na tą na Unii. Potem będą Police i znowu Unia. Trochę będzie jeżdżenia, zwłaszcza że dermatologia też jest w Policach, a to 25km w jedną stronę z pomorzanów...

Tak więc ferie :)

piątek, 9 grudnia 2016

Za chwile święta

Weekend przed ostatnim (a jak!) tygodniem nauki rozpoczęty. Tacy z nas spryciarze ze poprzekładaliśmy zajęcia tak, że można wrócić do domu 15.12 po południu już, a następne zajęcia dopiero 10.01 co daje 25 dni wolnego :D To chyba dotychczasowy rekord świąteczny, który niestety za rok już nie zostanie pobity, bo w przyszłym roku już same kliniki w bloku więc (szybki rzut w kalendarz) za rok 22.12 pewnie dopiero wrócę... no nic.

Większość zajęć już się pokończyła, a dokładniej zostały ostatnie mikroby w poniedziałek (i ostatnia w moim życiu wejściówka z nich!!!!), ostatnia patomorfa w środę i zdrowie publiczne w czwartek. To co jeszcze będzie po nowym roku kontynowane to patofizjologia, diagnostyka i higiena, w tym jedno kolokwium z patofizjo i zaliczenie z higieny. A no i kolokwium a patomorfologii, ostatnie w 3-semestralnym czasie trwania przedmiotu, z dość trudnego materiału (chłoniaki, białaczki, choroby nerek, nowotwory mózgu) a z którego muszę dostać 4 żeby załapać się na zwolnienie z egzaminu. No cóż, oznacza to kolejny rok bez luźnych świąt i strasznie dużo stresu (ciężko oszacować ile osób jest jeszcze w zakresie zwolnienia, a zakładowi na pewno nie na rękę a dużo mieć zwolnionych z egzaminu, więc można się spodziewać pytań z tyłka :)  ). Jak nie wyjdzie to prawdopodobnie oleje koło z patofizjo na rzecz egzaminu z patomorfy, a jeszcze przecież egzamin z mikro w międzyczasie, opanowanie tych wszystkich antybiotyków trochę zajmie...

W między czasie minęło pierwsze kolokwium z patofizjologii. Niby nie było złe, pytania głównie z prezentacji z ćwiczeń (z wyjątkiem immunopatologii ;ppp ), ale trochę z czasem słabo. 25 pytań jednokrotnego i pseudowielokrotnego wyboru, ale ale, bardzo dużo typu "pleple to wszystkie z wyjątkiem", "zaznacz fałszywe", a test zredagowany mało czytelnie, odpowiedzi jedna za druga ciągiem, co no utrudniało czytanie i myślenie. Na patomorfie są wielokrotnego i także minuta na pytanie a zdążam sprawdzić zawsze wszystkie odpowiedzi, czego na patofizjo mi sie dokładnie zrobić nie udało :/ Także pierwsze kolokwium (5 pytaniowe, jednokrotnego) z diagnostyki już za mną. No nie poszło tak jak chciałam, głównie dlatego że widząc dzień przed że grupy miały same pytania o normy krwi, lipidów itd. (tak jak w zeszłym roku w sumie) skupiłam się ostatnie 2 dni tylko na nich, a tu niespodzianka, 2 pytania z teorii. O tyle jedno było takie, że mogłam je zrobić ucząc się chociaż było głupie i tak i nikt nie był pewny jaka odpowiedź jest w sumie prawidłowa, to drugie o odczyn pseudobiałaczkowy mnie rozwaliło, bo pewnie chodziło o slajd zatytuowany "leukomeoid reaction" które wikipedia mi przetlumaczylo jako fizjologiczna reakcje na zapalenie lub wysilek, a nie jakas reakcje pseudobialaczkowa. Ehh. Dobra my bad, ale jak 3 grupy maja tylko pytania o wartości, a pozostałe 3 jeszcze maja pytania o teorie to nie jest sprawiedliwe. Dlatego od czasu anatomii jestem zdania, że kolokwia powinny być tylko i wyłącznie dla całego roku. Wtedy jest "po równo" i nikt nie ma pretensji. Nie wszystko stracone! Z trzech pozostałych kolokwiów jak dostane 5 to bede zwolniona. Cóż za motywacja :/

Jeżeli chodzi o internę, to tak jak czytałam na jednym blogu studenta PUMu, zapał szybko mija. Co prawda dziś było coś co mnie bardziej ciekawi, osłuchiwanie serca (akurat była pacjentka ze zwężeniem zastawki aortalnej), ale już wiem że opukiwanie nie jest moją miłością i może ktoś mnie zje ale nie widzę dużego sensu w opukiwaniu granic płuc, gdy jedna książka podaje takie granica, druga takie, a asystent takie. No po prostu :D Tak jakoś się złożyło w tym roku, że jako grupa piątkowa wypadła nam interna 11.11 i wypadnie 6.01, a za tydzień i dwa też już w sumie nie mam bo coś tam i nie wiem czy się wyrobimy ze wszystkim. Zostało nam badanie ciśnienia (w sumie było już i na pielęgniarstwie i na fizjologii ale chodzi bardziej o teorię i jakieś charakterystyczne patologie ciśnienia), badanie brzucha (2 ćwiczenia), nerek, kręgosłupa i nerwowego. A i jeszcze powinniśmy mieć zaliczenie z historii choroby ale nie wiem nawet kiedy xD

W styczniu wracam 10.01 na, w sumie, niecałe 3 tygodnie zajęć, a potem sesja. No i semestr zleci. Karty praktyk już dostaliśmy, a ja zaczynam się zastanawiać czy robić praktyki z interny w Szczecinie czy w rodzinnym mieście. I tu są plusy i minusy i w sumie nie wiem sama co chce :D