środa, 21 marca 2018

Wiosna

Wracam jakieś 4 bloki i 2 egzaminy później :D Ostatnio skończyłam na urologii. Ze względu na godziny zajęć kliniką zachwycona nie byłam. Lol jeszcze na koniec prezentacje trzeba było przygotować :D Dalej były chyba police. Rozsądnie zblokowaliśmy nasze 4 dni w 2. Też raz trafiliśmy na lekarza co coś więcej nam podczas zabiegów mówił. Ktoś tam asystę złapał. Na koniec została chirurgia gastro na pomorzanach (piętro niżej niż urologia). Też udało się odrobić godzinowo, czasem ktoś coś mówił... no i zleciał miesiąc chirurgii. Zaliczenie na koniec nie było zaskakujące, to samo od xxx czasu. Najciekawsze, że teraz jak w ręce miałam swoją kartę osiągnięć to się okazało, że za to zaliczenie nawet ocenę wpisali, już pominę fakt, że była z kapelusza. Trzeba trzymać pozory, na szczęście się to do niczego nie liczy. 
Potem zaczęła się medycyna sądowa. Budynek co patofizjo ale wejście najbliżej bramy wyjściowej w kierunku kościoła. Był to nawet ciekawy blok, w sumie dużo się dowiedziałam fajnych informacji. Na sekcji byliśmy (w końcu, bo na patomorfologii sie przez 1,5 roku nie doczekaliśmy) - zapach tragiczny, podobno założenie dwóch maseczek pomaga :D Ja starałam się oddychać ustami i dało radę. Oprócz tego omawiane były zagadnienia dotyczące orzecznictwa lekarskiego - każdy lekarz może być w końcu biegłym. W sumie uświadomiło mi to (po sprawdzeniu planu studiów), że nie mamy żadnego przedmiotu który by omawiał kwestie prawne medycyny. Coś tam na etyce wspominali, coś na sądówce, ale jak ostatnio zastanawiałam się, jakie właściwie mamy prawa np. jak pacjent odmawia rozebrania do RTG (lol serio, na forach ludzie o to pytają czy można w ubraniu), to doszłam do tego, że trzeba to chyba wszystko samemu ogarnąć. Eh. Blok kończył się egzaminem, takim samym jak od xxx lat. Klasycznie ciekawe, że oceny były różne, 4 4,5 i 5 :D 
W między czasie trwała także toksykologia - trochę o grzybach, narkotykach, zatruciach gazami. Też całkiem ok. W czasie bloku mieliśmy wyjście do poradni uzależnień, gdzie pacjent opowiadał swoją historię narkotykową - oczywiście wyjście to inicjatywa zakładu, nie jest to w programie więc szanuje. Nasze zaliczenie było takie same jak w którymś roku wcześniej, ale nie wszystkie grupy miały to samo. A no i zajęcia tam gdzie sądówka. 
Następnie weszliśmy na internistyczne tereny. Miesiąc bloku, a praktycznie w tym tydzień przerwy (nasze jedyne ferie, na szczęście przypadające nam w lutym w porównaniu do innych grup). Najpierw endokrynologia 6 dni. Seminaria są na 4 piętrze, sala na końcu korytarza przy sekretariacie propedeutyki pediatrii. Zajęcia po 4,5h, w tym seminaria - różnie, od 2h do 4 :O I potem ćwiczenia - oddział / poradnia. Materiału dużo, czasu średnio więc pouciskanie jak się da. Ale było nie najgorzej. Następnie ruszyliśmy na diabetelogię do polic. Początek to seminaria ok. 1h 15 min (sala seminaryjna na przeciwko szatni zaraz). Potem na oddział. Generalnie muszę powiedzieć, że fajnie trafiłam z asystentką, bo omawiała z nami coś też na ćwiczeniach, pokazywała insuliny, jak wygląda dieta, pompy, a nie same zbieranie historii i pleple. Trzymają się tam godzin jednak i to, że chciałyśmy odrobić jeden dzień, żeby mieć dłuższą przerwę, był bardzo serio traktowany i odrabiałyśmy tak na prawdę co do minuty :/ Powinno się kończyć zaliczeniem, jednakże w praktyce chyba tylko grupy pani prof tak mają :D Potem nadeszły nasze "ferie" - aż 10 dni (a gdzie te 3 tygodnie z 1 roku?!?! :( ) i na koniec 2 dni zajęć z hipertensjologii (które tez dałoby się w 1 skompilować ale późno się za to zabraliśmy). Zaraz po naszym bloku wypadało zaliczenie dla 3 grup dziekańskich (interna z zimowego semestru) - mimo że oficjalnie było mówione "tak tak pytania z leku 2017 będą" - okazało się, że zaliczenie powtórzyło, pytania z poprzednich testów były, a z leku '17 może 2. Trochę też takich nowych od czapy było typu w jakiej postaci występuje testosteron w osoczu xD Dlatego dla mnie to brzmiało bardzo śmiesznie od początku i nie potraktowałam serio tego gadania, tylko posiedziałam trochę z książka. I tak na koniec roku czeka nas nowość - test z interny z 4 roku (gastro +endokryny +diabety +hipertensjo), nie wiadomo jeszcze za bardzo jak to będzie wyglądało. A nawet jeśli mają się powtórzyć ze starych lek'ów pytania - cóż, nasz LEK już nie nie powtórzy a w życiu pacjenci tym bardziej, więc każdy niech zgodnie ze swoim sumieniem, albo uczy albo leci po linii najmniejszego oporu :D
Następny przystanek - Arkońska i choroby zakaźne. Zajęcia powinny być 8-12.30 ale dla naszej grupy część była 9.30-14. Seminaria są w budynku J (taki na górce po prawej, idąc od przystanku), na pierwszym piętrze w prawo i do końca korytarza. Szatnia tam też, w piwnicy. Na początku jest seminarium (2h) + 30 min przerwy. Część zajęć jest tam a część w budynku L (hepatologia) na 3 piętrze (to taki niebieski budynek, wejście to bliższe budynkowi J). Przebrać się można piętro wyżej, jest łazienka dla personelu tylko trzeba w gabinecie klucz poprosić. Gdyby nie to, że trafiliśmy na sezon grypowy, pewnie więcej chorób udało by się spotkać :D Tak to półpasiec był, zapalenie opon (o i punkcje widzieliśmy), róża. Byliśmy też w poradni chorób zakaźnych, gdzie 90% pacjentów przyszło z aktualną/wyleczoną boreliozą xD Kilka dni na hepatologii - miałam nadzieję, że w końcu ładne wątroby do wymacania będą. A tu lipa, raz badaliśmy i to marską. Ehh. Najśmieszniejsze jest to, że na chorobach zakaźnych nie omawiają tych z którymi się najczęściej spotkamy właśnie - grypa, ospa wietrzna, jakieś róże. Za to dwa seminaria są na HIV poświęcone... Egzamin jest ustny. Grupa jest podzielona na 3 egzaminatorów. Na zapisy do prof S. trzeba na hepaty iść, do dr. P w sumie umawiali się w drugim tygodniu osobiście, a prof. P wywiesza listy z terminami (potrafią być dziwne, np. niedziela). Wchodzi się po 2-3 osoby. Generalnie jak się zrobi skrypt + posłucha na zajęciach to chyba wystarczy. Szkoda, że nikt się Szczeklikiem nie przejmuje, skąd przecież powinny być pytania z zakaźnych na leku. No cóż :D U mnie póki co jedyne osoby co nie zdały, były u prof P. Ano i trzeba pilnować, żeby karta osiągnięć do niego dotarła... Ja trafiłam na prof S, i było bardzo sympatycznie, wyszłam z piąteczką, mimo że obawiałam się tego egzaminu jak to będzie :D Od wczoraj żyję znów, posprzątałam mieszkanie i w końcu mam luz na duchu. A to dopiero 3/5 egzaminów w tym roku! :(
Teraz mamy alergologię. No dziwny przedmiot, z tego względu, że prof jest specyficzny. W sumie to nie wiem do końca co się dzieje na tych seminariach. Właśnie mam zamiar przysiąść do szczekla, żeby coś wynieść z tego bloku. W piątek ma być zaliczenie, ale z tego co słyszałam 3/4 ma drugi termin mimo dobrej oceny na teście, bo fajnie jest sobie drugi raz o tym porozmawiać z profesorem. Yyyy ok. Nie lubię takiego czegoś. Czas to pieniądz a chodzenie tam drugi raz "bo tak" mnie nie cieszy. Od poniedziałku okulistyka, może będzie ciekawie. A za 3 tyg znów egzamin, ustny! Aaaaa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz