czwartek, 9 marca 2017

Semestr VI

Jeszcze parę miesięcy i półmetek studiów. Szaleństwo.
Mam to szczęście mieć w tym semestrze wolny piątek, ale coś za coś, zajęcia w poniedziałek, środę i czwartek od 8 do 15-16 :( Wstawanie jest tragiczne, no ale przynajmniej 3-dniowy weekend do odespania... :D
Od początku: farmakologia póki co nie taka straszna, fakt że nazw leków sporo ale wszystko na razie do ogarnięcia. Kolokwium dopiero przed połową kwietnia więc jeszcze spooooro materiału wejdzie. Aktualnie nie narzekam, może zajęcia dość monotonnie prowadzone :/ Elementy profesjonalizmu - ciekawe zaskoczenie, wykłady 45-minutowe właściwie takie o wszystkim i o niczym (wybór zawodu, ubiór), ale fajnie prowadzone, chce się słuchać, ciężko określić dokładnie o czym to jest w sumie :D Fakultet to dramat trochę, ponad 2h zegarowe. Tak właściwie wybrałam takie (komunikacja interpresonalna teraz mamy, potem będzie psychoseksuologia), bo znalazłam gdzieś, że mają być w formie wykładowej. Okazało się inaczej, są ćwiczeniowe, no i właściwie żałuję, że nie wzięłam "podstawowe procedury medyczne" bo się okazało, że tam robią szycie chirurgiczne na przykład :/ Wielki błąd, że programy fakultetów nie są wcześniej udostępniane, bo to takie wybieranie kota w worku jest... W poniedziałki jeszcze są wykłady z pediatrii, 45 min na unii, z dojazdem prawie 2h, no ale na szczęście tylko 5 razy.
Wtorek zaczynam od etyki - kolejne 1,5h masakry. Totalnie dla mnie nudne zajęcia, które podobno kończą się zaliczeniem (?!), także no :D Jakieś filozofowanie, "jakie cechy powinna mieć zgoda pacjenta", i takie inne usypiacze. Potem patofizjologia - kontynuacja z poprzedniego semestru.
W środę jak zwykle zajęcia na 8, medycyna nuklearna i to na Unii. Pierwsze zajęcia to seminarka. Dla mnie - osoby nie zdającej fizyki na maturze - jakieś tam gadanie o czymś co z liceum kojarzę i tyle. Od drugiego ćwiczenia już podział na grupki kliniczne. My wtedy miałyśmy pokazywanie jak się bada jodochwytność tarczycy, usg tarczycy i takie omówienie przypadku pacjentki. Fajnie, przystępnie i ciekawie. Na trzecich zajęciach "doiłyśmy" technet xD Zajęcia są 7 razy więc przed Wielkanocą jeszcze je skończymy.
Potem mamy szałowe 45 min przerwy do interny. A zaczynamy ją od 7 ćwiczeń w klinice Hipertensjologii. O wiele bardziej mi się tu podoba niż na nefrologii. Nie zbieramy ciągle całe 3h wywiadu tylko mamy gdzieś 1,5h na oddziale z asystentem prowadzącym. W tym czasie trochę mamy EKG omawiane, coś ciekawszego osłuchujemy, ewentualnie jakiś szybki wywiad czy jak ostatnio powtórzenie badania głowy. Potem dla kilku naszych podgrupek jest wspólna seminarka z EKG. Niby powinna trwać ponad godzinę, ale w sumie za każdym razem kończy się po 30 min praktycznie :D Materiał dość wolno jest na niej omawiany, tak moim zdaniem. Po przeczytaniu parę razy książki do EKG Garcii w sumie już nic odkrywczego się na nim nie można dowiedzieć, zwłaszcza że slajdy są często z tej książki przeklejone nawet :D  Także potem szybki przejazd na pomorzany na dwa wykłady: interna i farmakologia - oba po 45min, chociaż często są przedłużane wrr. I koniec dnia przed 17 :(
Czwartki najgorsze dla mnie ze wstawaniem, bo dojazd do Polic na dermatologię to ok. 35 min autem z pomorzan. Najpierw (dla nas, bo mamy dwie grupy wtedy razem ogółem) jest seminarium, około 1h 15 min, potem idziemy na trzecie piętro na oddział i ze swoimi asystentami oglądamy pacjentów ze zmianami na skórze, ewentualnie na początku byłyśmy oprowadzane po różnych gabinetach, też jest odpytywanie (nie ma kolokwiów ani wejściówek, a przedmiot kończy się egzaminem w tej sesji letniej, także w sumie można by się nic nie uczyć i jakoś przejść semestr, ale przed egzaminem to już może być nieróżowo :O ). Następnie mamy 45 min (a tak właściwie 60 bo jakieś zamieszanie na lini dziekanat-zakład chyba nastało ale nie jest mi z tego powodu przykro :D) na dojazd na pediatrię. Pediatria różne ma umiejscowienie. Pierwsze zajęcia są piętro wyżej niż klinika hipertensjologii, i na lewo, sala seminaryjna taka na poddaszu. Od następnego już się trochę zmienia, bo część ma seminarke w tym samym miejscu, albo ma już zajęcia gdzieś indziej - każda grupka kliniczna praktycznie w innym miejscu: patologia noworodka pomorzany, żłobek w centrum blisko galaxy, przedszkole na pomorzanach, poradnie przykliniczne SPSK1. Także dziś te 60 min nam na styk wystarczyły, żeby stanąć i dojść na oddział na pomorzanach. A dziś byłyśmy na oddziale noworodkowym. Ciepło, duszno ale dzidziusiowo. Dziwnym trafem my mamy jedno ćwiczenie tam, a norwedzy dwa. No cusz :/ Podobno w żłobku akurat mamy takie godziny zajęć, że dzieci śpią. Za dwa tygodnie chyba się dowiem :D Na zakończenie tego pięknego dnia diagnostyka laboratoryjna jeszcze. I można zaczynać weekend :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz