piątek, 29 grudnia 2017

IV rok - brzmi poważnie

Coś mi nie wyszło wcześniejsze napisanie tutaj :D Najpierw miało być po wakacjach, potem po jednym bloku, drugim... i tak zeszło. W międzyczasie minął blok z farmakologii, pediatrii, gastroenterologii i geriatrii, a teraz trwa z chirurgii.
Na początku nie byłam szczęśliwa, że zaczynamy blokiem z farmy. Jednakże w sumie była to najlepsza możliwa opcja, wejść w kolejne bloki ze znajomością leków. Jak słuchałam opinii starszych kolegów to myślałam że farma to taka druga biochemia.Co prawda nie wiem jak to wyglądało przed zmianą programu, ale demonizowanie farmy jest przesadzone :D Kolokwia są głównie z prezentacji, które zakład udostępnia, kilka pytań z książek. Myślałam, że wyrobienie średniej (4,0) na przedtermin będzie trudne, ale okazało się na tyle przystępne, że po 4/6 kołach już mogłam być go pewna :D Ogółem dość dużo bo prawie połowa mojej grupy miała termin zerowy egzaminu. A egzamin sam w sobie (ustny u profesora) okazał się bardzo przyjemny i prawie wszyscy wyszli z 5,0 w garści. Pozostałych czeka egzamin testowy na koniec czerwca, więc dla mojej grupy sporo czasu po przerobieniu materiału. Jest to pewna wada. Aha blok trwa 20 dni.
Blok z pediatrii oceniam jako OK. Wiedza całkiem przydatna, chociaż seminaria o 8.30 przyprawiają o sen. Teoretycznie trwają do 10.00, potem pół godziny przerwy i ćwiczenia na oddziale, ale zdarzało się, że się przedłużały ale nikt przerwy za to nie zabierał :D Ćwiczenia obejmują 8 dni na oddziale dzieci starszych, 8 dni na niemowlętach + po jednym dniu neurologicznym, kardiologicznym i metabolicznym. O ile na starszych mieliśmy fajna asystentkę, to na niemowlętach... no cóż. Nie wiem na co są te ankiety co roku, skoro i tak nic nie zmieniają i zajęcia prowadzą osoby które nie mają na nie pomysłu ani czasu. Zaliczenie to 30 pytań jednokrotnego/pseudojednokrotnego wyboru,  z "LEK na 200" i starszych testów. Też trwa ten blok 20 dni, klinika znajduje się w SPSK1. Sala seminaryjna na 4 piętrze tam gdzie propedeutyka, a oddział nad laryngologią.
Następna była gastroenterologia, trwająca 8 dni. W pierwszy dzień najpierw seminarium, potem ćwiczenia. Niektóre dni odwrotnie. Generalnie obowiązuje Szczeklik, na prezentacjach niektórych było nieco więcej informacji, które potem pojawiły się w pytaniach na zaliczeniu. Ćwiczenia dość długie bo czasem i 3h. 3 dni są w pracowni endoskopii gdzie patrzy się na gastroskopie, kolonoskopie a jak trafi się z asystentem to i zabiera do radiologii na ECPW i inne wymagające użycia RTG. Było to całkiem ciekawe, na pewno ciekawsze niż kolejne zbieranie wywiadów na oddziale. Zaliczenie obejmowało (u nas) 20 pytań jednokrotnego/pseudojednokrotnego wyboru. Pytania były takie średnie. Niektóre powtórzone, a niektóre takie od czapy, zwłaszcza z materiału który nie omawiali. No bo właśnie jakiejś pełnej rozpiski zagadnień nie ma, a wychodzi na to, że te omawiane na seminariach to tylko fragment - najlepiej nauczyć sie całej gastrologii ze szczekla wychodzi. No słabo. Co prawda chyba wszyscy zaliczyli, aczkolwiek nie wiem na pewno. Także kolejny blok w SPSK1. Seminaria na tym samym piętrze co pediatrii, podwójne drzwi. Oddział idąc od szatni, za biblioteką w lewo, 1 piętro.
Geriatria, także w SPSK1, 4-dniowy blok. Dość nudny. Zdaję sobie sprawę, że tematy geriatryczne do porywających nie należą, więc aż tak nie narzekam. Jedyne co godziny były mało korzystne dla przyswajania wiedzy, bo od 12.45-16.30. Najpierw ćwiczenia a potem seminarium. No z ćwiczeniami trochę trafiłyśmy lepiej, bo asystent-reumatolog jednocześnie (zresztą jak wszyscy tam?) zabierał nas na mp. usg stawów, także byłyśmy w poradni geriatrycznej. Więc jakoś ten czas leciał, nie tylko na zbieraniu wywiadu. Seminaria od 15 były ciężkie. Po całym dniu (bo od 8 chirurgia) ciężko nie zasnąć w ciemnej sali. Zaliczeniem był test 20 pytań jednokrotnego/pseudojednokrotnego wyboru, taki sam jak zwykle xD
Aktualnie trwa blok z chirurgii. Pierwsze 3 dni to seminaria w SPSK1, w nowej części, wejście na przeciwko Mikołaja, na prawo i pierwsze piętro. Kamica, zapalenie wyrostka, coś tam o urologii. Potem są ćwiczenia po 4 dni na chirurgi gastrologicznej w SPSK1 (piętro wyżej niż gastroenterologia i w lewo, za neurochirurgią), 4 w policach, 4 na pomorzanach na chirurgi gastro i 8 na pomorzanach na urologii. Za mną pierwsze 4 na gastro na unii, całkiem fajnie. Głównie na operacjach byłyśmy, jest kamera z ekranem nawet dla nas, jednakże trochę mało mówią więc nie było to dla mnie ciekawe. Bardziej podobało mi się w poradni, gdzie no są pacjenci, jakieś wyniki, pozwalają ściągać szwy. Jest bardzo fajny lekarz, który w sumie sam pytał co chcemy robić, padło hasło szycie, więc na następny dzień przyniosłyśmy świńskie nóżki, pan doktor przyniósł nam imadła, pęsety, igły z nićmi, pokazywał jak. To było najbardziej super i w ten dzień błyskawicznie zleciały mi zajęcia. Moje bananowe próby w wakacje nie szły tak dobrze jak te świńskie, także polecam od razu kupić nóżkę, mimo że szybko zaczyna śmierdzieć :D Za mną też jeden dzień na urologii. Zajęcia od 7.45, na szczęście na pomorzanach, ale nie ma to dużego sensu ta godzina bo i tak siedzimy wtedy na odprawie, większość nie kapujemy o co chodzi,więc równie dobrze można by przyjść na 8.30... Zaraz nas wzięli na blok. Plusem jest to że mają te jednorazowe stroje w różnych rozmiarach!! :D Jednakże tutaj także za dużo na operacjach nie mówią, więc no :/ . Fajny gadżet stoi w korytarzu, taka zabawka imitująca prace laparoskopem. A no i na koniec bloku musimy przygotować prezentacje na zadany temat. Lol xD Następne zajęcia 3.01 (wowow dziekanat dał 2.01 wolny). W porównaniu do poprzednich przerw świątecznych, które trwały po 3 tygodnie dzięki przekładaniu zajęć, te 1,5 tygodnia wypadają słabo :(
Byle do wakacji :D

wtorek, 11 lipca 2017

Czy to już połowa studiów?

Nawet nie wiem kiedy to tak szybko minęło. W nawale nauki błyskawicznie mi czas leci. Od 26.06 już mam wakacje. Z ostatniego egzaminu (3.07) z diagnostyki połowa roku zwolniona, w tym ja, co pozwoliło mi wyjechać i poplażować :D Niestety to ostatni taki rok w którym tak szybko wakacje się zaczynają, już nie wspominając o długich weekendach. Dla 4, 5 i 6 roku zajęcia są w blokach, więc wszelkie przepadanie zajęć bo jednej grupie w tygodniu wypadają już nie wchodzi w grę, a i przerwa semestralna i sesja też już nie obowiązuje :( Smutno smutno. Ale mówią że kliniki to już duży luz z nauką, pewnie to i fajnie ale i nie motywujące do siedzenia w książkach :D
Za mną dziś drugi dzień praktyk z interny. Zapowiada się na prawdę fajnie. Zaczynamy od mierzenia ciśnienia, potem obchód. Dziś byłam przy nakłuciu opłucnej i gastroskopii. Ale zapowiada się jeszcze kardiowersja, echo, jakieś usg... :D Przypadkiem zupełnie zaczęłam razem z kolegą z Poznania, więc razem dziś robiliśmy wywiad i badanie nowoprzyjętego pacjenta. Moje pierwsze z kilkuset tysięcy uzupełnień karty choroby - jest tam znacznie mniej miejsca niż w zasadzie zajmowała nasza historia choroby na zajęciach, więc trochę słabo. Powinni nas od razu uczyć pisania zwięzłej wersji. Jestem strasznie zadowolona, bo zastanawiałam się, czy robić tutaj czy w Szczecinie te praktyki, ale to był dobry wybór. Wszyscy są tu strasznie mili, starają się przekazać nam praktyczną wiedzę, mimo że jeszcze za dużo nie umiemy. Ok teraz czas na jakieś podsumowanie 3 roku.


Mikrobiologia - kontynuacja, moim zdaniem łatwiejsze tematy, bazujące już na 1 semestrze (zwłaszcza na antybiotykach). Egzamin nie był zły, dla mnie zaskakująco dobrze wyszedł, a i mało osób oblało (koło 15). Pytania były nowe ale niektóre były bardzo podobne do poprzednich lat więc warto je przejrzeć.

Patomorfologia - ostatnie 2 kolokwia, 5te u nas chyba w połowie "weszło", a 6te prawie w całości... :D miły prezent a i zwolnień dość sporo (24). Egzamin średnio się powtórzył, dużo nowych pytań, połowa wyglądała na powtórzone ale ponoć z dość starych testów one były... Ciężko mi ocenić jak nie pisałam. Stoma podobno miała dużo więcej szczęścia do pytań

Psychologia lekarska - zajęcia na Broniewskiego (koło Arkońskiej), dla mnie średnio ciekawe, nie lubuję się w takich tematach totalnie. Były z tego wykłady ale nigdy listy nie było, kilka z nich było nawet ciekawych ale 8.00 na Unii tłumów nie ściągała. 
            +fakultety Komunikacja interpersonalna, psychoseksuologia - to samo miejsce, nawet czasem ci sami prowadzący. Moje odczucia także takie same :D

Anatomia topograficzna - w teorii takie powtórzenie tego co było na 1 roku, w praktyce mało by było na to czasu, więc żeby coś zapamiętać w 2-3 osoby robi się prezentacje i przedstawia, tyle.

Higiena i epidemiologia + zdrowie publiczne - ten sam zakład, budynek K ostatnie piętro, znowu szaaaaalenie ciekawe tematy :D Ze zdrowia pisze się esej na jakiś temat z zajęć, z higieny jest zaliczenie, ale nie było zaskoczenia z pytaniami :D :D :D (aha i ponoć 2 rok z rzędu mówili że nie powtórzą się a jednak :D)

Etyka lekarska - 15 zajęć (o zgrozo) na rybackiej w semestrze letnim, tematy jak się można domyślać typu: aborcja, eutanazja, odmowa leczenia... nawet nie wiem co tam dalej. Nie czuje tego w ogóle.

Medycyna nuklearna - zakład koło auli na Unii, 5 ćwiczeń chyba i 2 seminarki, na ćwiczenia potrzebny fartuch, czasem stetoskop ale w sumie tylko na jednym. Dla mnie temat średni, moja nauka fizyki skończyła się dawno temu, nie pamiętam z tego za dużo. Można sobie popatrzeć na te urządzenia, jak wygląda badanie, wynik, do czego co się przydaje.

Elementy profesjonalizmu - przeprowadzane w formie wykładów przez profesora z nefrologii, całkiem fajne, z podejściem do studenta, luźno o wyborze zawodu, jak powinien wyglądać lekarz i takie tam :D Były listy do wpisania podpisu gotowe już.

Fakultety - oprócz dwóch wyżej wymienionych były jeszcze w semestrze zimowym: 
     *immunologia - prowadzone przez dr H. (patrz niżej), pierwszy taki temat ogółem, dlatego łaskawie w tym roku nie było zaliczenia, tylko musieliśmy na każdy temat wykładu napisać kilka słów
     *dermatologia - wg mnie źle umiejscowiony fakultet, po 4 kole z pato (skóra) już się za dużo nie pamięta, a o wiele większy sens miałby on po zajęciach z dermatologii już, no ale nie było żadnych problemów z tym faku
     *RKO - nie byłam, ale to był praktyczny fakultet i chyba szybciej się kończył 
     *podstawowe procedury medyczne - żałowałam potem, że tego nie wzięłam bo było szycie chirurgiczne np., czy jakieś powtórzenie wkłuć

Patofizjologia - całoroczny przedmiot, pomieszanie w sumie wszystkiego co do tej pory było na patomorfie, fizjologii, trochę biochemii z bardziej konkretnym ujęciem jednostek chorobowych. Dość ważny i przydatny przedmiot myślę, co już widzę u siebie na praktykach :D Kolokwia są pozornie jednokrotnego wyboru, aczkolwiek pytania nie powtarzają się, jedynie bywają podobne co z niektórych tematów. Zdawalność jak obserwowałam u nas była 85-90% albo i więcej, więc w sumie bardzo dobra. Mi te pytania na dwóch pierwszych kołach średnio podeszły, nie wiem, tzn miałam wrażenie że są mega łatwe a ocena mówiła co innego :D Może też przez pytania dr H. :/ polecam na jego zajęciach notować jak po*ebany bo pytania z prezek niekoniecznie są. Odnośnie zajęć to teoretycznie można zarobić minusa za brak wiedzy ale u mnie w grupie się to mimo krytycznych sytuacji nie zdarzyło nigdy. Egzamin 50 pytań, również nowych, 87% zdawalność więc w sumie spoko, ale była ciut niższa, przed wyżebranymi ale obiecanymi punktami za obecność na wykładach profesora :D Wykładów było 7? chyba, a listy tylko na tych, które profesor (i rektor) prowadził. Koniec końców pytań z wykładów nie było na egzaminie ale poprzednie roczniki miały, więc to nie reguła. Zakład jest za nową salą wykładową, przy ulicy.

Diagnostyka laboratoryjna - kolejny całoroczny, seminaria z różnych tematów z uwzględnieniem tam norm itd, no jak sama nazwa mówi. Kolokwia są jednokrotnego wyboru, 5 pytań, każda grupa na swoich zajęciach pisze test. Tak pierwsze grupy w pierwszy dzień mają podobne, dość spoko pytania, środkowe mają dość średnie a ostatnie grupy takie w miarę. No zwolnione jest zwykle połowa roku jak wyżej pisałam, sam egzamin nie wiem jak wygląda. Budynek K też.

Choroby wewnętrzne - wywiad, opukiwanie, osłuchiwanie, obmacywanie... wszyscy na to czekają :D mnie się powiem szczerze szybko to znudziło trochę :D pierwszy semestr to takie podstawy, w drugim dochodzą w zagadnieniach jednostki chorobowe takie podstawowe oraz EKG. Zajęcia są długie (3h zegarowe) i mi się momentami tragicznie dłużyły... Na nefrologii zaliczenia czasem są, zależy od asystenta, na hipertensjo są 2 obowiązkowe dla wszystkich, na endokrynach i diabetologii (Police) nie było chyba nic u nikogo :D Są wykłady, w zimowym chyba 5 i były listy do uzupełnienia podpisów. Te były takie średnie, za to w letnim były już dość ciekawe, prowadzone przez profesora z nefrologii, i list nie było. Na koniec, na początku czerwca jest zaliczenie, test jednokrotnego/pozornie jednokrotnego, no w tym roku wybitnie łatwy... :D 100% zdawalność :D I generalnie w szpitalu jest cieeeeeeepło, lepiej za cienko się ubrać niż na grubo.

Pediatria - w semestrze letnim, zaczyna się seminarką na Unii (piętro wyżej niż hipertensjo), seminarek jest 4 chyba, pomiędzy nimi ćwiczenia, każda szóstka ma inne ćwiczenie, miejsca się z tygodnia na tydzień zmieniają więc trzeba być czujnym :D czasem pytają na sem, na ćwiczeniach raczej się nie czepiają. Zajęcia są w miarę spoko, ja miałam w sumie tylko w poradni przyklinicznej w gabinecie, mierzenie wzrostu, wagi, ew jakieś osłuchiwanie oraz w klinice noworodków na Pomorzanach (mega gorąco, najlepiej jak najcieńsze ciuchy ubrać serio!). Zaliczenie jest w czerwcu, test wielokrotnego (!) wyboru, na szczęście większość pytań wchodzi, czego skutkiem u nas była 100% zdawalność (podobno po raz pierwszy w historii zakładu :D ). Wiadomości na pediatrii to takie podstawy, zapewne będą przydatne gdy zaczniemy klinike, hm no jak dla mnie ta wiedza była całkiem przydatna, nie polegałam tylko na pytaniach.

Farmakologia - nie taka straszna jak ją malują, zajęcia są spoko, pierwszy dział to leki od krążenia, potem psychotropy, na tym się kończy. Reszta na czwartym roku, w formie bloku (!). Kolokwia są pozornie jednokrotnego wyboru i nie są myślę trudne, oceny są na prawdę dobre, a nie zdaje chyba do 5 os z grupy. Poprawa jest wtedy u asystenta (przy dużej ilości osób mówili że test robią) i przynajmniej u mnie z tego co słyszałam to prosta sprawa. Pytania są z seminarek i wykładów, troszkę z książki też widziałam. Na wykładach raz była lista ale chyba  nic z niej nie wynikło. 

Dermatologia - semestr letni, w Policach, dwie grupy razem mają, pierwsza najpierw seminarka, druga w tym czasie na oddziale z asystentami ogląda przypadki, a potem zamiana. Niektórzy asystenci pytają na zajęciach. Egzamin jest jednokrotnego wyboru, 60 pytań. Mój to był drugi testowy, wcześniej były ustne. Zeszłoroczny był banalny, w tym roku no trochę trudniejszy, długie dystraktory i w ogóle. Ale wyniki wbrew pozorom baaaardzo dobre, nie zdało chyba 6 osób? Coś koło tego, także chyba zakład przeanalizował sytuacje i tak to wyszło :D :D Pytania są z seminarek, coś tam z książki także (zwłaszcza jakoś z grzybów było kilka takich).

Dobra to teraz tylko skończyć praktyki i już taki full wypoczynek! :D Mam ambitne plany na te wakacje, m.in. powtórzyć jeszcze raz te leki z farmy, bo mimo że się ich nauczyłam to teraz już jak słyszę na praktykach nazwę to nie jestem do końca pewna do jakiej grupy go sobie przyporządkować :D Jeszcze czekam na paczkę ze sprzętem do szycia, zaopatrzę się w banany i świńskie nóżki i będę zaszywać pseudo rany xD

czwartek, 9 marca 2017

Semestr VI

Jeszcze parę miesięcy i półmetek studiów. Szaleństwo.
Mam to szczęście mieć w tym semestrze wolny piątek, ale coś za coś, zajęcia w poniedziałek, środę i czwartek od 8 do 15-16 :( Wstawanie jest tragiczne, no ale przynajmniej 3-dniowy weekend do odespania... :D
Od początku: farmakologia póki co nie taka straszna, fakt że nazw leków sporo ale wszystko na razie do ogarnięcia. Kolokwium dopiero przed połową kwietnia więc jeszcze spooooro materiału wejdzie. Aktualnie nie narzekam, może zajęcia dość monotonnie prowadzone :/ Elementy profesjonalizmu - ciekawe zaskoczenie, wykłady 45-minutowe właściwie takie o wszystkim i o niczym (wybór zawodu, ubiór), ale fajnie prowadzone, chce się słuchać, ciężko określić dokładnie o czym to jest w sumie :D Fakultet to dramat trochę, ponad 2h zegarowe. Tak właściwie wybrałam takie (komunikacja interpresonalna teraz mamy, potem będzie psychoseksuologia), bo znalazłam gdzieś, że mają być w formie wykładowej. Okazało się inaczej, są ćwiczeniowe, no i właściwie żałuję, że nie wzięłam "podstawowe procedury medyczne" bo się okazało, że tam robią szycie chirurgiczne na przykład :/ Wielki błąd, że programy fakultetów nie są wcześniej udostępniane, bo to takie wybieranie kota w worku jest... W poniedziałki jeszcze są wykłady z pediatrii, 45 min na unii, z dojazdem prawie 2h, no ale na szczęście tylko 5 razy.
Wtorek zaczynam od etyki - kolejne 1,5h masakry. Totalnie dla mnie nudne zajęcia, które podobno kończą się zaliczeniem (?!), także no :D Jakieś filozofowanie, "jakie cechy powinna mieć zgoda pacjenta", i takie inne usypiacze. Potem patofizjologia - kontynuacja z poprzedniego semestru.
W środę jak zwykle zajęcia na 8, medycyna nuklearna i to na Unii. Pierwsze zajęcia to seminarka. Dla mnie - osoby nie zdającej fizyki na maturze - jakieś tam gadanie o czymś co z liceum kojarzę i tyle. Od drugiego ćwiczenia już podział na grupki kliniczne. My wtedy miałyśmy pokazywanie jak się bada jodochwytność tarczycy, usg tarczycy i takie omówienie przypadku pacjentki. Fajnie, przystępnie i ciekawie. Na trzecich zajęciach "doiłyśmy" technet xD Zajęcia są 7 razy więc przed Wielkanocą jeszcze je skończymy.
Potem mamy szałowe 45 min przerwy do interny. A zaczynamy ją od 7 ćwiczeń w klinice Hipertensjologii. O wiele bardziej mi się tu podoba niż na nefrologii. Nie zbieramy ciągle całe 3h wywiadu tylko mamy gdzieś 1,5h na oddziale z asystentem prowadzącym. W tym czasie trochę mamy EKG omawiane, coś ciekawszego osłuchujemy, ewentualnie jakiś szybki wywiad czy jak ostatnio powtórzenie badania głowy. Potem dla kilku naszych podgrupek jest wspólna seminarka z EKG. Niby powinna trwać ponad godzinę, ale w sumie za każdym razem kończy się po 30 min praktycznie :D Materiał dość wolno jest na niej omawiany, tak moim zdaniem. Po przeczytaniu parę razy książki do EKG Garcii w sumie już nic odkrywczego się na nim nie można dowiedzieć, zwłaszcza że slajdy są często z tej książki przeklejone nawet :D  Także potem szybki przejazd na pomorzany na dwa wykłady: interna i farmakologia - oba po 45min, chociaż często są przedłużane wrr. I koniec dnia przed 17 :(
Czwartki najgorsze dla mnie ze wstawaniem, bo dojazd do Polic na dermatologię to ok. 35 min autem z pomorzan. Najpierw (dla nas, bo mamy dwie grupy wtedy razem ogółem) jest seminarium, około 1h 15 min, potem idziemy na trzecie piętro na oddział i ze swoimi asystentami oglądamy pacjentów ze zmianami na skórze, ewentualnie na początku byłyśmy oprowadzane po różnych gabinetach, też jest odpytywanie (nie ma kolokwiów ani wejściówek, a przedmiot kończy się egzaminem w tej sesji letniej, także w sumie można by się nic nie uczyć i jakoś przejść semestr, ale przed egzaminem to już może być nieróżowo :O ). Następnie mamy 45 min (a tak właściwie 60 bo jakieś zamieszanie na lini dziekanat-zakład chyba nastało ale nie jest mi z tego powodu przykro :D) na dojazd na pediatrię. Pediatria różne ma umiejscowienie. Pierwsze zajęcia są piętro wyżej niż klinika hipertensjologii, i na lewo, sala seminaryjna taka na poddaszu. Od następnego już się trochę zmienia, bo część ma seminarke w tym samym miejscu, albo ma już zajęcia gdzieś indziej - każda grupka kliniczna praktycznie w innym miejscu: patologia noworodka pomorzany, żłobek w centrum blisko galaxy, przedszkole na pomorzanach, poradnie przykliniczne SPSK1. Także dziś te 60 min nam na styk wystarczyły, żeby stanąć i dojść na oddział na pomorzanach. A dziś byłyśmy na oddziale noworodkowym. Ciepło, duszno ale dzidziusiowo. Dziwnym trafem my mamy jedno ćwiczenie tam, a norwedzy dwa. No cusz :/ Podobno w żłobku akurat mamy takie godziny zajęć, że dzieci śpią. Za dwa tygodnie chyba się dowiem :D Na zakończenie tego pięknego dnia diagnostyka laboratoryjna jeszcze. I można zaczynać weekend :)

niedziela, 5 lutego 2017

Po sesji

I tak, jestem po pierwszej i ostatniej (prawdziwej) sesji zimowej w moim życiu. Rok temu nie było w niej żadnego egzaminu a dwa lata temu egzamin z biolomolo (czyli w sumie też nic xD) zaraz w pierwszy dzień. Od IV roku natomiast już są same bloki i egzaminy wypadają po bloku, ewentualnie gdzieś na początku lipca te dla całego roku (ponoć w tym roku IV rok ma ostatni egzamin 28.07....? :/). Sesja u nas tak na prawdę jeszcze trwa, ale miałam to szczęście ukulać średnią z 1,5 roku nauki na  zwolnienie z egzaminu <3 Mimo całego stresu VI koło nam baaaardzo ładnie "weszło", więc właściwie już po wyjściu z kolokwium wiedziałam, że żegnam egzamin. Bardzo fajnie zakład to rozwiązuje, bo każda średnia, która łapała się na próg 4,08 była przeliczana na ocenę 5,0 z egzaminu, co chyba w normalnych warunkach pisania egzaminu jest nie do zrobienia :D W poniedziałek jest egzamin praktyczny z pato (ciekawe jako to wyjdzie, skoro od wczoraj już permamentnie nie działa serwer z preparatami, przynajmniej dla nas, bo może w zakładzie  magicznie zadziała? :D), i polecam zabrać się za szkiełka co najmniej tydzień przed egzaminem, bo ponoć co roku powtarza się sytuacja padniętego serwera :O W środę natomiast teoria.

Drugi egzamin był z mikrobiologii, i powiem szczerze, że nie był zły, dało się go zdać, chociaż same prezentacje zakładowe chyba średnio wystarczały. Ja z Murray'a się uczyłam (z tabelek w nim, które pani profesorka podobno lubi :D no bo kto jest w stanie przeczytać a dopiero się nauczyć 700 stron książki, gdy na wejściówki głównie pule, prezki i tyle wystarczają). Tak na prawdę w ciągu roku nie ma czasu czytać na jedną wejściówkę 100 stron o G+ bakteriach (przynajmniej dla mnie to było nie do zrobienia, gdy jeszcze biochemia była na głowie). Jednakże Murray'a warto mieć, do antybiotyków polecam Dzierżanowską. Ogółem ludzie jeszcze Heczko sobie chwalą. Pytania w sumie były zbliżone do zeszłorocznych i dwa lata wstecz. Sama się nie spodziewałam po wyjściu co dostanę i miło mnie zaskoczyło 4,5 na liście wyników, także znów zaczynam myśleć o stypendium, ale jak to wyjdzie - nie wiem, bo w sesji letniej aż trzy egzaminy (patofizjo, derma, diagnostyka) nas czekają i wszystko się może zmienić, zwłaszcza że u nas ta średnia na stypendium to co najmniej 4,6 :/

Jaka to ulga nie mieć co tydzień wejściówek. Co prawda nie wiem jeszcze jak z farmakologią wygląda. Tak czy siak w II semestrze dochodzą: pediatria, farmakologia i dermatologia z tych ważniejszych, a z tych mniej ważnych to elementy profesjonalizmu, znowu fakultet, etyka i medycyna nuklearna. Z I semestru pozostała patofizjologia, diagnostyka laboratoryjna oraz interna, której  klinikę teraz zmieniamy na tą na Unii. Potem będą Police i znowu Unia. Trochę będzie jeżdżenia, zwłaszcza że dermatologia też jest w Policach, a to 25km w jedną stronę z pomorzanów...

Tak więc ferie :)