"Kiedy zaliczy się anatomię to można nazwać siebie
studentem medycyny. Gdy farmakologię - prawie lekarzem"
Słyszałam wiele opinii o tym, że dostać się na medycynę to
nic w porównaniu z utrzymaniem się na niej a co najmniej zaliczeniem pierwszego
roku. I pewnie się z tym zgodzę, ponieważ gdy patrzę na ilość stron Anatomii
Bochenka a repetytorium z biologii do matury to... matura to nic. Oczywiście w
liceum tak nie myślałam, tak samo jak nie myślałam, że podstawówka w porównaniu
do gimnazjum to nic i gimnazjum w porównaniu do liceum to nic. Wiadomo, poziom
zaawansowania i ilości nauki z wiekiem rośnie.
Będąc przed maturą buszowałam po internecie w poszukiwaniu
idealnej recepty na świetnie zdaną maturę. "Co zrobić, aby dostać się na
medycynę?" - wiele takich postów na różnych forach, ale ile ludzi, tyle
opinii. Jedni mówili, że najważniejsze arkusze, inni polecali najróżniejsze
książki, wykraczające nierzadko po za program liceum, ponieważ jak wiadomo CKE
bywa nieprzewidywalne (jak np. tegoroczne znaczenie dla człowieka hmm bodajże
wykrywania gorzkich substancji w małych stężeniach - nigdy o tym nie słyszałam
przy okazji omawiania zmysłu smaku ale zdając się na intuicję odpowiedziałam
dobrze :)). Dla mnie podstawą był odpowiedni korepetytor, który, w przypadku biologii akurat jest
egzaminatorem OKE. Wydaje mi się, że z biologii, oprócz posiadania obszernej wiedzy, trzeba jeszcze odpowiedź sformułować tak by zadowolić
oceniającego i wstrzelić się w klucz. Nie namawiam nikogo na wydawanie kasy na
korki bo to od każdego zależy, ale mi to pomogło, jeżeli by ktoś pytał. Wydaje
mi się, że to jest jeden z problemów, przez który na wymarzone studia nie dostają się
osoby uważane za 'pewniaki', dobrze a nawet świetnie się uczące w liceum. Sama znam takie przypadki świetnej pamięci,
ogromnej wiedzy ale braku umiejętności logicznego odpowiadania na pytania. Co
do chemii to mi potrzebna była osoba, która logicznie wytłumaczy mi niektóre
zagadnienia (zwłaszcza też zadania obliczeniowe, gdzie z góry zakładałam, że
żadnego nie rozwiążę, a stało się przeciwnie). Wydaje mi się, że chemia to taka w
połowie matma i w połowie biologia, bo i trzeba rozumieć tok liczenia ale także
mieć wiedzę np. jaki kolor będzie miał taki roztwór po takiej i takiej reakcji
i czym to jest spowodowane, czy umieć przeczytać zawiły tekst dotyczący czegoś co nie obejmuje materiał liceum i poprawnie odpowiedzieć. Pomijam już fakt radzenia sobie ze stresem i
zbytniej pewności siebie. Także niedoczytanie treści polecenia - coś przez co
straciłam ze 3% i do końca życia sobie tego nie wybaczę).
Inna sprawą jest, gdy ktoś budzi się z ręką w nocniku i zabierze się za to zbyt późno, biorąc pod uwagę ile materiału musi opanować. Sama zaczęłam korki na początku
czerwca II klasy liceum, chodziłam prawie całe wakacje i uważam to za optymalny czas do matury. Miałam czas
uczyć się do matury oraz na bieżące lekcje w liceum. Mam oczywiście znajomych
którzy zaczęli wcześniej, nawet dużo wcześniej. Tu tylko mogę gdybać, czemu niektórym z nich nie poszło, być może ten czas był za duży i zdążyli pozapominać? Nie wiem, nie wnikam. Ale
mam też znajomych którzy zaczęli szukać korepetytorów we wrześniu (III klasa) i
ledwo bądź niezbyt wyrobili się z materiałem. A co dopiero ci, którzy zaczęli w kwietniu.
Jutro wybieram się do OKE obejrzeć moje maturki z biologii i chemii. Co prawda wiem ze walka z mafią (tzw. OKE) jest trudna, ale a nuż się uda ten punkcik czy dwa...?
Jutro wybieram się do OKE obejrzeć moje maturki z biologii i chemii. Co prawda wiem ze walka z mafią (tzw. OKE) jest trudna, ale a nuż się uda ten punkcik czy dwa...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz