czwartek, 18 września 2014

O maturze słów kilka

"Kiedy zaliczy się anatomię to można nazwać siebie studentem medycyny. Gdy farmakologię - prawie lekarzem"

Słyszałam wiele opinii o tym, że dostać się na medycynę to nic w porównaniu z utrzymaniem się na niej a co najmniej zaliczeniem pierwszego roku. I pewnie się z tym zgodzę, ponieważ gdy patrzę na ilość stron Anatomii Bochenka a repetytorium z biologii do matury to... matura to nic. Oczywiście w liceum tak nie myślałam, tak samo jak nie myślałam, że podstawówka w porównaniu do gimnazjum to nic i gimnazjum w porównaniu do liceum to nic. Wiadomo, poziom zaawansowania i ilości nauki z wiekiem rośnie.
Będąc przed maturą buszowałam po internecie w poszukiwaniu idealnej recepty na świetnie zdaną maturę. "Co zrobić, aby dostać się na medycynę?" - wiele takich postów na różnych forach, ale ile ludzi, tyle opinii. Jedni mówili, że najważniejsze arkusze, inni polecali najróżniejsze książki, wykraczające nierzadko po za program liceum, ponieważ jak wiadomo CKE bywa nieprzewidywalne (jak np. tegoroczne znaczenie dla człowieka hmm bodajże wykrywania gorzkich substancji w małych stężeniach - nigdy o tym nie słyszałam przy okazji omawiania zmysłu smaku ale zdając się na intuicję odpowiedziałam dobrze :)). Dla mnie podstawą był odpowiedni korepetytor, który, w przypadku biologii akurat jest egzaminatorem OKE. Wydaje mi się, że z biologii, oprócz posiadania obszernej wiedzy, trzeba jeszcze odpowiedź sformułować tak by zadowolić oceniającego i wstrzelić się w klucz. Nie namawiam nikogo na wydawanie kasy na korki bo to od każdego zależy, ale mi to pomogło, jeżeli by ktoś pytał. Wydaje mi się, że to jest jeden z problemów, przez który na wymarzone studia nie dostają się osoby uważane za 'pewniaki', dobrze a nawet świetnie się uczące w liceum. Sama znam takie przypadki świetnej pamięci, ogromnej wiedzy ale braku umiejętności logicznego odpowiadania na pytania. Co do chemii to mi potrzebna była osoba, która logicznie wytłumaczy mi niektóre zagadnienia (zwłaszcza też zadania obliczeniowe, gdzie z góry zakładałam, że żadnego nie rozwiążę, a stało się przeciwnie). Wydaje mi się, że chemia to taka w połowie matma i w połowie biologia, bo i trzeba rozumieć tok liczenia ale także mieć wiedzę np. jaki kolor będzie miał taki roztwór po takiej i takiej reakcji i czym to jest spowodowane, czy umieć przeczytać zawiły tekst dotyczący czegoś co nie obejmuje materiał liceum i poprawnie odpowiedzieć. Pomijam już fakt radzenia sobie ze stresem i zbytniej pewności siebie. Także niedoczytanie treści polecenia - coś przez co straciłam ze 3% i do końca życia sobie tego nie wybaczę).
Inna sprawą jest, gdy ktoś budzi się z ręką w nocniku i zabierze się za to zbyt późno, biorąc pod uwagę ile materiału musi opanować. Sama zaczęłam korki na początku czerwca II klasy liceum, chodziłam prawie całe wakacje i uważam to za optymalny czas do matury. Miałam czas uczyć się do matury oraz na bieżące lekcje w liceum. Mam oczywiście znajomych którzy zaczęli wcześniej, nawet dużo wcześniej. Tu tylko mogę gdybać, czemu niektórym z nich nie poszło, być może ten czas był za duży i zdążyli pozapominać? Nie wiem, nie wnikam. Ale mam też znajomych którzy zaczęli szukać korepetytorów we wrześniu (III klasa) i ledwo bądź niezbyt wyrobili się z materiałem. A co dopiero ci, którzy zaczęli w kwietniu.


Jutro wybieram się do OKE obejrzeć moje maturki z biologii i chemii. Co prawda wiem ze walka z mafią (tzw. OKE) jest trudna, ale a nuż się uda ten punkcik czy dwa...?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz