wtorek, 3 lipca 2018

Po IV roku...

Tymczasem 6 egzaminów później... :D Od soboty mam wakacje. Niby minęło od ostatniego wpisu 3,5 miesiąca, a przez ilość egzaminów mam wrażanie że lata świetlne. W tym roku chyba największa ich ilość wśród wszystkich lat studiów jest do zdania, bo aż 8. Właściwie opisy poprzednich klinik były wraz ze wskazówkami, to pominę je już. Co ja tam miałam w marcu?
A tak, alergologia. Zaliczenie zdała 1 osoba. Okazało się, że o zdaniu/niezdaniu decyduje wynik testu na "logikę", na którym i tak większość patrzyła co ma osoba obok. No ale stracić godzinę życia na pseudo-poprawę zaliczenia trzeba było... Generalnie po tygodniu bloku nie wyniosłam praktycznie z alergologii nic, mimo kilku sympatycznych seminariów. :/ Zakład mieści się na pomorzanach, zaraz za przejściem przez łuk obok starej sali idąc wgłąb szpitala, po prawej stronie po schodach na 1 piętrze (chociaż może to półpiętro raczej, no zaraz po wejściu). Seminaria salka na prawo na końcu korytarza.
Potem była okulistyka, też na pomorzanach. Żółty budynek idąc od starej do nowej sali, po lewej stronie. Wejście z bocznej części budynku a nie od głównej gdzie napis. Po wejściu zaraz są schody na dół ale mijamy je przechodząc do przedsionka, i po prawej stronie zaraz są drzwi do sali seminaryjnej (w której jednocześnie jest z rana odprawa). Następne drzwi po prawej to szatnia z kodem 11111 (nie wiem ile tych jedynek, bo wciskałam na pałe). Szafki płatne, na monetę 2-złotową :D Seminaria podobno na 8.15 aczkolwiek może raz faktycznie się tak zaczęły, bo odprawa zwykle się przeciąga. Szałowe nie są, dużo materiału w krótkim czasie. Ćwiczenia są całkiem sympatyczne. W sumie większość badań okulistycznych udało nam się na sobie zrobić (badanie ostrości, dna oka, pole widzenia, ciśnienia w oku!! :D), i nawet na bloku byliśmy. Książką obowiązującą jest Niżankowska, aczkolwiek studencki skrypt to praktycznie jej wersja kopiuj-wklej. Ale skrypt to zbiór pytań na egzamin do profesora, natomiast pani profesor pyta z nieco innych pytań (bodajże pula jakichś 20paru). Oceny są różne, i to nie prawda, że pani profesor same 5,0 stawia jak coś :D Oblewa jak już to profesor z tego co widziałam. Miałam u niego egzamin i było bardzo miło. Nie wiem czy moja odpowiedź trwała nawet 2 minuty. Jak widzisz że wiesz i powiesz to, co ma na myśli to nawet nie każe kończyć pytania i przechodzi dalej. Nie trzeba jakiejś mega wiedzy myślę na ten egzamin, aczkolwiek mocno mnie stresował. Jak nie wiesz i kombinujesz to też daje rade, byle cokolwiek coś tam wiedzieć. A no i losuje się zestaw 3 pytań na karteczce :D
I wraz z końcem okulistyki skończyły się moje zajęcia na pomorzanach w tym roku :(
Kolejnym blokiem była otolaryngologia. Najpierw seminaria, potem ćwiczenia. Seminaria takie no w miare, ćwiczenia też większość fajnie. Uczyliśmy się na sobie badania ucha, nosa, gardła, krtani. Obserwowaliśmy badanie słuchu. Niektórym grupom chyba udało się na fantomie robić tamponadę no ale nam nie... Na koniec bloku zaliczenie praktyczne, dużo zależy na jakiego asystenta się trafi :D W sumie trochę to głupie bo i tak zdać trzeba egzamin, a w czasie bloku nikt raczej intensywnie się na laryngo nie skupiał. Seminaria są na 4 piętrze, w prawo, na przeciwko kaplicy przeszklone drzwi. Na oddział idzie się od szatni, dalej koło biblioteki, potem w prawo w kierunku tego kiosku, i ta klatka schodową na 2 piętro (chyba to było 2). Jeżeli chodzi o egzamin, no cóż. Mogło być to lepiej zorganizowane, już nie chce tutaj tak publicznie pisać ale chyba się rozeszło i tak po różnych latach :D Mimo, że pytania były bardziej z książki (2 tomowa, 650 stron :/ ) niż z seminariów, to oceny był zaskakująco dobre i nie zdało ostatecznie 6 osób (anulowali jedno pytanie). Ale z drugiej strony nie było żadnej piątki :D Trochę pytań się powtórzyło, najsympatyczniejsze były z audiologii i zatok chyba. Reszta dość średnia.
Następnie radiologia. Coś na co wydaje mi się, że sporo osób czekało. Zaczyna się seminariami, na 4 piętrze, i w strone tam gdzie pediatrii seminaria były, któraś z sal, chyba 28A? Ale my pierwsze sem mieliśmy na oddziale w salce, także trzeba być czujnym jak długo nikt tam pierwszego dnia nie nie przychodzi albo zapytać wcześniej gdzie będzie sem :D Semki trochę obładowane treścią, ciężko przekazać całą radiologię w 2,5 tygodnia, ale mogliby się bardziej skupić na takich rzeczach które najczęściej w przyszłości jednak spotkamy. Odział znajduje się idąc od szatni i biblioteki w lewo, do końca korytarza i wchodzą z piwnicy na parter (jedno piętro wyżej), przez szklanek drzwi i zaraz na prosto-prawo są przesuwane drzwi i tam jest radiologia. Ćwiczenia mocno różnie -  od świetnych i wspaniałych zajęć z USG z młodym panem doktorem, na których na sobie uczyliśmy się usg brzucha, po dość nudne z RTG... Generalnie liczyłam na lepsze przygotowanie radiologiczne. Odmę może widziałam raz na prezentacji. Już nie wspomnę że nadal zapalenia płuc chyba nie stwierdzę. Egzamin ustny u pani profesor na koniec bloku. Skrypt nie jest jakiś obszerny, ale warto znaleźć taki z dopiskami prof. I oprócz niego zrobić jej prezentacje, bo u nas było z tego powodu zdziwienie (mimo podanej na stronie zakładu listy pytań). Ważne są słowa klucze często... :P Kilka osób nie zdało, ale bez wpisu na kartę zaliczeń, więc o tyle dobrze.
Kolejnym blokiem była chirurgia dziecięca. Zaczyna się seminariami znów na 4 piętrze, któraś z sal na lewo do końca. Generalnie seminaria długie, straszliwie.... Co niektóre ciekawsze, gdyż prowadzone przez fajnego doktora :D Ale na prawdę 3h to jest męka. Ćwiczenia mnie się bardzo podobały. Nam się trafiły same w poradni, nawet przepuklinę pępkową spotkałam :D Blok kończy się testem zaliczeniowym (to chyba nowość od tego roku, taka motywacja do nauki do Leku, podobno...). Generalnie wszyscy zdali, ale nie powtórzyły nam się mocno pytania poprzednich grup, było trochę nowych.
Potem nastąpiła medycyna rodzinna. Jedyne w tym roku zajęcia na rybackiej (a właściwie podgórnej). Trzeba wejść do rektoratu, na lewo po schodach minąć szatnię, i za chwilę po prawej będzie klatka schodowa. Przechodzi się tam na podgórną, i na 1 piętrze, po lewej od wejścia schodami, jest sala seminaryjna, a na wcześniejszym piętrze i na poziomie niżej są gabinety lekarskie. Najpierw ćwiczenia (!!!!) a potem seminarium 1,5h. To jest jakiś dramat, te ćwiczenia pierwsze, bo raczej kończą się wcześniej, i w połączeniu ze standardową półgodzinna przerwą do seminarium daje to taką ilość czasu, że nie wiadomo co ze sobą zrobić za bardzo... (niektóre grupy miały po seminarium ćwiczenie, ale do 16.00 :/) Na ćwiczeniach obserwuje się prace w przychodni, coś tam osłuchuje. No co może się u rodzinnego dziać szałowego. Jesteśmy pierwszym rokiem ze zmianą formy egzaminu z ustnego na testowy. I nie dajcie się zwieść gadaninom, że pytania będą tylko z seminarek bo NIE były xDDDDD Na stronie zakładu widnieją jakieś zagadnienia na ćwiczenia, o których nikt nic nie mówił, czy w ogóle dotyczą nas czy VI roku (który też ma med rodzinną). Więc dodatkowo pytania o kalendarz szczepień, o co niektóre choroby zakaźne (które nie raczyli nam omówić na bloku z zakaźnych, są zbyt częste chyba heheh), jakieś choroby kręgosłupa, leczenie zakrzepicy... No ogółem wiedza ogólna, rozumiem że medycyna rodzinna jest obszerna (2 grube książki do Leku), ale mogliby określić jakiś zakres prawdziwy na egzamin. No cóż. Nie zdało na prawdę parę sztuk ale niesmak trochę pozostał.
Przedostatnim moim blokiem w  tym roku była genetyka. Zajęcia są w nowym budynku na unii, ostatnie wejście, tam gdzie biolomolo. Sala seminaryjna na piętrze, w prawym rogu budynku jakby. Generalnie są spoko, myślę że przydatne do Leku nawet. Po seminarium są ćwiczenia, w większości na unii (na parterze), chociaż czasem na pomorzanach (budynek co medycyna sądowa, wejście na parterze główne, potem w dół na minus 1 i któryś gabinet), które kończą się zdecydowanie szybko :D :D :D. Blok kończy się egzaminem. Po przejrzeniu jakiś czas wcześniej pytań na egzamin stwierdziłam, że cinko to wygląda ze zdobyciem dobrej oceny (co też słyszałam od wcześniejszych grup). I tak też mimo solidnych notatek i nawet przeglądania prezentacji pierwotnie nie ukulało mi się bdb. Okazuje się, że na seminarkach czasem mówione jest jedno, a klucz jest układany inaczej (zespół Alporta jest X-dominujący!!! :D). No ale zakład ma zasadę, że każdy ma możliwość podwyższenia oceny. Także dzięki współpracy w otworzeniu pytań i obejrzeniu klucza udało nam się w kilka osób poprawić ocenę. Polecam chodzić sprawdzać klucz, żeby wiedzieć na przyszłość co autor miał na myśli. Ogółem zakład bardzo sympatyczny i bezproblemowy. Jedyne co mogliby lepiej klucz układać :D
Na sam koniec dziekanat zafundował nam 4 dni wycieczek na prawobrzeże w ramach bloku z chorób oddechowych. Podobno można się tam dostać pociągiem nawet :D Dojazd autem to niecałe 30 min (Krygiera+A6). Generalnie główne wejście szpitala jest jakby od tyłu, od strony lasu jakby się ktoś zastanawiał :D. Szpital jest w sumie ładnie usytuowany wśród drzew. Tam też po wejściu jest po lewej szatnia, która w czasie naszego bloku nie funkcjonowała :D Także rzeczy zostawialiśmy w sali seminaryjnej. Do salki dochodzi się idąc od szatni prosto, następnie windą na 2 piętro i na prawo (nowa część szpitala). Idą korytarzem oddziału, mija się najpierw po lewej jedną klatkę schodową, ale szukamy drugiej, i nią wchodzimy na wyższe piętro gdzie są sekretariaty i po lewej koło tablic sala seminaryjna. Od zewnątrz także można dojść tutaj z drugiej strony strony budynku, po prostu idąc prostu wzdłuż prawie całego budynku, do takiego niedużego wejścia, który jest trochę balkonem, i to jest ta sama klatka, którą się idzie na 3 piętro. Zajęcia zaczynają się od seminariów, do 9.15 (ale można zapytać czy zajęcia mogą być na 8.15 bo nie było to problemem a można dłużej spać). Potem jest przerwa i ćwiczenia (trochę ponad godzinę), po których wraca się do salki na omówienie przypadków. W ostatni dzień jest zaliczenie, podobne dla każdej grupy więc pierwsza ma w sumie najgorzej. Ćwiczenia są w miarę. Osłuchiwaliśmy, było trochę zdjęć RTG nawet.
Zajęcia skończyły się 27.06. W międzyczasie oczywiście mieliśmy egzaminy z laryngologii i rodzinnej. Natomiast 30.06 był test zaliczeniowy z interny. Tak, pomimo że po każdym etapie interny mieliśmy cząstkowe zaliczenia, i mimo że internę na Leku na prawdę dobrze piszemy (podobno 3 miejsce w kraju), to na pumie stwierdzili że to niewystarczająco i trzeba kolejne zaliczenie interny dorzucić :D Na pewno w tym tkwi problem :P Pytań było 100, po 20 z każdej kliniki (tak mówili, aczkolwiek nie liczyłam). Było dość pytań z Lepoleku, trochę z poprzednich naszych zaliczeń, ale sporo nowych. Najbardziej spoko był te z endokrynologii i pulmonologii. Takie w miarę z diabetów. Średnie z gastro i hipretensjo. Okazało się, że zdało 100%, na ile serio to nie wiem, ale niepotrzebnie widocznie siedziałam te kilka dni z rzędu do nocy, próbując ogarnąć te 5 klinik... 5 rok czeka chyba jutro podobne zaliczenie podsumowujące, ciekawe co u nich będzie.
Powiedziałabym coś o egzaminie z farmakologii ale nie dużo wiem z racji zerowego terminu. Pytań chyba było 100, raczej taki średni chyba w opiniach. Nawet nie wiem ile nie zdało, bo w związku z Rodo wyniki były osobiście wydawane, szeptem na uszko :D W mojej grupie większość (która została po przedterminowcach xD) zdała. Najwyższą oceną chyba było 4. I mimo początkowych bulwersów raczej większość była zadowolona, że egzamin udało się przenieść z 29.06 na 24.05, co mocno odciążyło sesję letnią.
A tak, zapomniałabym o wspaniałych fakultetach. W sumie już nie pamiętam czy o nich coś pisałam, były takie porywcze... Na szybko, 3 fakultety wykładowe na unii 17-19:15, 1 na pomorzanach (13:30-15:45) - a właściwie to dwa ale na EKG nie chodziłam to nie powiem nic o tym z wyjątkiem że mieli zaliczenie, 1 fakultet ćwiczeniowy na unii (12.45-15) i 1 jeżdżony dyżurowy (18-20:15)
1)Hipertensjo (unia), generalnie nie taki zły ale od farmy w kwietniu niedużo już z leków krążenia pamiętałam a i fakultet był w czasie naszego bloku z farmy także powiem szczerze, że średnio słuchałam, raczej farmy się uczyłam... Lepiej by pasował na 5 rok, gdy jesteśmy już po bloku z hipertensjo, no ale skoro na V semestrze mieliśmy fakultet z onkologii skóry podczas gdy na VI dopiero dermatologię... :P
2)Genetyka (unia) - polegał na tym, że podzielono nas na grupy 3-4 osobowe wg. listy alfabetycznej roku i dano artykuły do przetłumaczenia i zaprezentowania. Oprócz własnego wystąpienia można było nawet nie być na fakultecie xD
3)Chirurgia dziecięca (unia) - też spoko, filmiki pokazywali z operacji
4)RKO (unia) - trwa 5 dni pod rząd, każda piątka ma swoją datę fakultetu, całkiem ciekawe rzeczy, zwłaszcza, że blok z ratunkowej na 5 roku jest krótki, więc taki wstęp myślę że będzie przydatny. Nie zazdroszczę jednak grupom którym fakultet wypadł w czerwcu przed egzaminami
5)Naczynia (pomorzany) - sympatyczny fakultet, ogląda się zabiegi naczyniowe na żywo itd.
6)Przygotowanie do dyżurów - trójkami, 5 dyżurów w różnych klinikach (także police, zdunowo, zdroje - to już gorzej). Generalnie myślałam, że będzie fajniejszy, ale to jeżdżenie wieczorami było męczące, zwłaszcza że wypadł nam w czasie farmy i gdy uczyłam się do przedterminu zaraz po bloku. Niby można było odrobić w innym terminie no ale. W przyszłym roku już obczaiłam tematy fakultetów (o ile się nie zmienią) i już raczej go nie wezmę, po prostu mi się nie chce

Teraz czas na wakacje, a raczej jeszcze praktyki. Zaczęłam je właśnie na oddziale pediatrii, później chirurgia. Póki co nie zeszłam jeszcze nerwami z 4 roku, a już słyszałam średnią opinię o piątym. W sumie piąty rok to już tak trochę poważnie brzmi (albo 5 klasa jak kto woli :D). Ostatnio policzyłam, że za mną już 18 egzaminów, a przede mną jeszcze 10 (2x5), nie licząc Leku.
A dziś wyniki matur, ciekawe jaki progi znów będą :D

środa, 21 marca 2018

Wiosna

Wracam jakieś 4 bloki i 2 egzaminy później :D Ostatnio skończyłam na urologii. Ze względu na godziny zajęć kliniką zachwycona nie byłam. Lol jeszcze na koniec prezentacje trzeba było przygotować :D Dalej były chyba police. Rozsądnie zblokowaliśmy nasze 4 dni w 2. Też raz trafiliśmy na lekarza co coś więcej nam podczas zabiegów mówił. Ktoś tam asystę złapał. Na koniec została chirurgia gastro na pomorzanach (piętro niżej niż urologia). Też udało się odrobić godzinowo, czasem ktoś coś mówił... no i zleciał miesiąc chirurgii. Zaliczenie na koniec nie było zaskakujące, to samo od xxx czasu. Najciekawsze, że teraz jak w ręce miałam swoją kartę osiągnięć to się okazało, że za to zaliczenie nawet ocenę wpisali, już pominę fakt, że była z kapelusza. Trzeba trzymać pozory, na szczęście się to do niczego nie liczy. 
Potem zaczęła się medycyna sądowa. Budynek co patofizjo ale wejście najbliżej bramy wyjściowej w kierunku kościoła. Był to nawet ciekawy blok, w sumie dużo się dowiedziałam fajnych informacji. Na sekcji byliśmy (w końcu, bo na patomorfologii sie przez 1,5 roku nie doczekaliśmy) - zapach tragiczny, podobno założenie dwóch maseczek pomaga :D Ja starałam się oddychać ustami i dało radę. Oprócz tego omawiane były zagadnienia dotyczące orzecznictwa lekarskiego - każdy lekarz może być w końcu biegłym. W sumie uświadomiło mi to (po sprawdzeniu planu studiów), że nie mamy żadnego przedmiotu który by omawiał kwestie prawne medycyny. Coś tam na etyce wspominali, coś na sądówce, ale jak ostatnio zastanawiałam się, jakie właściwie mamy prawa np. jak pacjent odmawia rozebrania do RTG (lol serio, na forach ludzie o to pytają czy można w ubraniu), to doszłam do tego, że trzeba to chyba wszystko samemu ogarnąć. Eh. Blok kończył się egzaminem, takim samym jak od xxx lat. Klasycznie ciekawe, że oceny były różne, 4 4,5 i 5 :D 
W między czasie trwała także toksykologia - trochę o grzybach, narkotykach, zatruciach gazami. Też całkiem ok. W czasie bloku mieliśmy wyjście do poradni uzależnień, gdzie pacjent opowiadał swoją historię narkotykową - oczywiście wyjście to inicjatywa zakładu, nie jest to w programie więc szanuje. Nasze zaliczenie było takie same jak w którymś roku wcześniej, ale nie wszystkie grupy miały to samo. A no i zajęcia tam gdzie sądówka. 
Następnie weszliśmy na internistyczne tereny. Miesiąc bloku, a praktycznie w tym tydzień przerwy (nasze jedyne ferie, na szczęście przypadające nam w lutym w porównaniu do innych grup). Najpierw endokrynologia 6 dni. Seminaria są na 4 piętrze, sala na końcu korytarza przy sekretariacie propedeutyki pediatrii. Zajęcia po 4,5h, w tym seminaria - różnie, od 2h do 4 :O I potem ćwiczenia - oddział / poradnia. Materiału dużo, czasu średnio więc pouciskanie jak się da. Ale było nie najgorzej. Następnie ruszyliśmy na diabetelogię do polic. Początek to seminaria ok. 1h 15 min (sala seminaryjna na przeciwko szatni zaraz). Potem na oddział. Generalnie muszę powiedzieć, że fajnie trafiłam z asystentką, bo omawiała z nami coś też na ćwiczeniach, pokazywała insuliny, jak wygląda dieta, pompy, a nie same zbieranie historii i pleple. Trzymają się tam godzin jednak i to, że chciałyśmy odrobić jeden dzień, żeby mieć dłuższą przerwę, był bardzo serio traktowany i odrabiałyśmy tak na prawdę co do minuty :/ Powinno się kończyć zaliczeniem, jednakże w praktyce chyba tylko grupy pani prof tak mają :D Potem nadeszły nasze "ferie" - aż 10 dni (a gdzie te 3 tygodnie z 1 roku?!?! :( ) i na koniec 2 dni zajęć z hipertensjologii (które tez dałoby się w 1 skompilować ale późno się za to zabraliśmy). Zaraz po naszym bloku wypadało zaliczenie dla 3 grup dziekańskich (interna z zimowego semestru) - mimo że oficjalnie było mówione "tak tak pytania z leku 2017 będą" - okazało się, że zaliczenie powtórzyło, pytania z poprzednich testów były, a z leku '17 może 2. Trochę też takich nowych od czapy było typu w jakiej postaci występuje testosteron w osoczu xD Dlatego dla mnie to brzmiało bardzo śmiesznie od początku i nie potraktowałam serio tego gadania, tylko posiedziałam trochę z książka. I tak na koniec roku czeka nas nowość - test z interny z 4 roku (gastro +endokryny +diabety +hipertensjo), nie wiadomo jeszcze za bardzo jak to będzie wyglądało. A nawet jeśli mają się powtórzyć ze starych lek'ów pytania - cóż, nasz LEK już nie nie powtórzy a w życiu pacjenci tym bardziej, więc każdy niech zgodnie ze swoim sumieniem, albo uczy albo leci po linii najmniejszego oporu :D
Następny przystanek - Arkońska i choroby zakaźne. Zajęcia powinny być 8-12.30 ale dla naszej grupy część była 9.30-14. Seminaria są w budynku J (taki na górce po prawej, idąc od przystanku), na pierwszym piętrze w prawo i do końca korytarza. Szatnia tam też, w piwnicy. Na początku jest seminarium (2h) + 30 min przerwy. Część zajęć jest tam a część w budynku L (hepatologia) na 3 piętrze (to taki niebieski budynek, wejście to bliższe budynkowi J). Przebrać się można piętro wyżej, jest łazienka dla personelu tylko trzeba w gabinecie klucz poprosić. Gdyby nie to, że trafiliśmy na sezon grypowy, pewnie więcej chorób udało by się spotkać :D Tak to półpasiec był, zapalenie opon (o i punkcje widzieliśmy), róża. Byliśmy też w poradni chorób zakaźnych, gdzie 90% pacjentów przyszło z aktualną/wyleczoną boreliozą xD Kilka dni na hepatologii - miałam nadzieję, że w końcu ładne wątroby do wymacania będą. A tu lipa, raz badaliśmy i to marską. Ehh. Najśmieszniejsze jest to, że na chorobach zakaźnych nie omawiają tych z którymi się najczęściej spotkamy właśnie - grypa, ospa wietrzna, jakieś róże. Za to dwa seminaria są na HIV poświęcone... Egzamin jest ustny. Grupa jest podzielona na 3 egzaminatorów. Na zapisy do prof S. trzeba na hepaty iść, do dr. P w sumie umawiali się w drugim tygodniu osobiście, a prof. P wywiesza listy z terminami (potrafią być dziwne, np. niedziela). Wchodzi się po 2-3 osoby. Generalnie jak się zrobi skrypt + posłucha na zajęciach to chyba wystarczy. Szkoda, że nikt się Szczeklikiem nie przejmuje, skąd przecież powinny być pytania z zakaźnych na leku. No cóż :D U mnie póki co jedyne osoby co nie zdały, były u prof P. Ano i trzeba pilnować, żeby karta osiągnięć do niego dotarła... Ja trafiłam na prof S, i było bardzo sympatycznie, wyszłam z piąteczką, mimo że obawiałam się tego egzaminu jak to będzie :D Od wczoraj żyję znów, posprzątałam mieszkanie i w końcu mam luz na duchu. A to dopiero 3/5 egzaminów w tym roku! :(
Teraz mamy alergologię. No dziwny przedmiot, z tego względu, że prof jest specyficzny. W sumie to nie wiem do końca co się dzieje na tych seminariach. Właśnie mam zamiar przysiąść do szczekla, żeby coś wynieść z tego bloku. W piątek ma być zaliczenie, ale z tego co słyszałam 3/4 ma drugi termin mimo dobrej oceny na teście, bo fajnie jest sobie drugi raz o tym porozmawiać z profesorem. Yyyy ok. Nie lubię takiego czegoś. Czas to pieniądz a chodzenie tam drugi raz "bo tak" mnie nie cieszy. Od poniedziałku okulistyka, może będzie ciekawie. A za 3 tyg znów egzamin, ustny! Aaaaa.