piątek, 9 grudnia 2016

Za chwile święta

Weekend przed ostatnim (a jak!) tygodniem nauki rozpoczęty. Tacy z nas spryciarze ze poprzekładaliśmy zajęcia tak, że można wrócić do domu 15.12 po południu już, a następne zajęcia dopiero 10.01 co daje 25 dni wolnego :D To chyba dotychczasowy rekord świąteczny, który niestety za rok już nie zostanie pobity, bo w przyszłym roku już same kliniki w bloku więc (szybki rzut w kalendarz) za rok 22.12 pewnie dopiero wrócę... no nic.

Większość zajęć już się pokończyła, a dokładniej zostały ostatnie mikroby w poniedziałek (i ostatnia w moim życiu wejściówka z nich!!!!), ostatnia patomorfa w środę i zdrowie publiczne w czwartek. To co jeszcze będzie po nowym roku kontynowane to patofizjologia, diagnostyka i higiena, w tym jedno kolokwium z patofizjo i zaliczenie z higieny. A no i kolokwium a patomorfologii, ostatnie w 3-semestralnym czasie trwania przedmiotu, z dość trudnego materiału (chłoniaki, białaczki, choroby nerek, nowotwory mózgu) a z którego muszę dostać 4 żeby załapać się na zwolnienie z egzaminu. No cóż, oznacza to kolejny rok bez luźnych świąt i strasznie dużo stresu (ciężko oszacować ile osób jest jeszcze w zakresie zwolnienia, a zakładowi na pewno nie na rękę a dużo mieć zwolnionych z egzaminu, więc można się spodziewać pytań z tyłka :)  ). Jak nie wyjdzie to prawdopodobnie oleje koło z patofizjo na rzecz egzaminu z patomorfy, a jeszcze przecież egzamin z mikro w międzyczasie, opanowanie tych wszystkich antybiotyków trochę zajmie...

W między czasie minęło pierwsze kolokwium z patofizjologii. Niby nie było złe, pytania głównie z prezentacji z ćwiczeń (z wyjątkiem immunopatologii ;ppp ), ale trochę z czasem słabo. 25 pytań jednokrotnego i pseudowielokrotnego wyboru, ale ale, bardzo dużo typu "pleple to wszystkie z wyjątkiem", "zaznacz fałszywe", a test zredagowany mało czytelnie, odpowiedzi jedna za druga ciągiem, co no utrudniało czytanie i myślenie. Na patomorfie są wielokrotnego i także minuta na pytanie a zdążam sprawdzić zawsze wszystkie odpowiedzi, czego na patofizjo mi sie dokładnie zrobić nie udało :/ Także pierwsze kolokwium (5 pytaniowe, jednokrotnego) z diagnostyki już za mną. No nie poszło tak jak chciałam, głównie dlatego że widząc dzień przed że grupy miały same pytania o normy krwi, lipidów itd. (tak jak w zeszłym roku w sumie) skupiłam się ostatnie 2 dni tylko na nich, a tu niespodzianka, 2 pytania z teorii. O tyle jedno było takie, że mogłam je zrobić ucząc się chociaż było głupie i tak i nikt nie był pewny jaka odpowiedź jest w sumie prawidłowa, to drugie o odczyn pseudobiałaczkowy mnie rozwaliło, bo pewnie chodziło o slajd zatytuowany "leukomeoid reaction" które wikipedia mi przetlumaczylo jako fizjologiczna reakcje na zapalenie lub wysilek, a nie jakas reakcje pseudobialaczkowa. Ehh. Dobra my bad, ale jak 3 grupy maja tylko pytania o wartości, a pozostałe 3 jeszcze maja pytania o teorie to nie jest sprawiedliwe. Dlatego od czasu anatomii jestem zdania, że kolokwia powinny być tylko i wyłącznie dla całego roku. Wtedy jest "po równo" i nikt nie ma pretensji. Nie wszystko stracone! Z trzech pozostałych kolokwiów jak dostane 5 to bede zwolniona. Cóż za motywacja :/

Jeżeli chodzi o internę, to tak jak czytałam na jednym blogu studenta PUMu, zapał szybko mija. Co prawda dziś było coś co mnie bardziej ciekawi, osłuchiwanie serca (akurat była pacjentka ze zwężeniem zastawki aortalnej), ale już wiem że opukiwanie nie jest moją miłością i może ktoś mnie zje ale nie widzę dużego sensu w opukiwaniu granic płuc, gdy jedna książka podaje takie granica, druga takie, a asystent takie. No po prostu :D Tak jakoś się złożyło w tym roku, że jako grupa piątkowa wypadła nam interna 11.11 i wypadnie 6.01, a za tydzień i dwa też już w sumie nie mam bo coś tam i nie wiem czy się wyrobimy ze wszystkim. Zostało nam badanie ciśnienia (w sumie było już i na pielęgniarstwie i na fizjologii ale chodzi bardziej o teorię i jakieś charakterystyczne patologie ciśnienia), badanie brzucha (2 ćwiczenia), nerek, kręgosłupa i nerwowego. A i jeszcze powinniśmy mieć zaliczenie z historii choroby ale nie wiem nawet kiedy xD

W styczniu wracam 10.01 na, w sumie, niecałe 3 tygodnie zajęć, a potem sesja. No i semestr zleci. Karty praktyk już dostaliśmy, a ja zaczynam się zastanawiać czy robić praktyki z interny w Szczecinie czy w rodzinnym mieście. I tu są plusy i minusy i w sumie nie wiem sama co chce :D

poniedziałek, 24 października 2016

Semestr V

Wakacje zleciały. Praktyki zleciały. SOR w skrócie: dużo się dzieje, ty ciągle nic nie wiesz/nie umiesz więc w sumie popatrzysz, poodsuwasz się w popłochu przed starszyzna, powieziesz pacjentów na badania. Przynajmniej z mojego punktu widzenia tak to wyglądało, bo po roku ciśnięcia nas z biochemii nic zbyt "praktycznego" nie wyniosłam; fizjologia, z której możnaby osłuchiwanie (ale tylko miejsca), ekg czy mierzenie ciśnienia - nie było okazji wypróbować tego nawet. Praktyki u rodzinnego okazały się bardziej owocne: udało mi się zrobić EKG, pod czujnym okiem pani pielęgniarki, ale nadal mam strach przed błędnym przypięciem elektrod :D

III rok zapowiada się ekscytująco, w końcu zaczynamy internę! Już mam za sobą zdobywanie wywiadu lekarskiego i przedmiotowe badanie ogólne; jutro badanie głowy i szyi :) Entuzjazm przyćmiewa nieco kontynuacja mikrobiologii (aczkolwiek tematy wydają się o wiele łatwiej przyswajalne, może dlatego, że bazują na poprzednim semestrze),  z której jeszcze zostało mi 6 wejściówek do zaliczenia oraz egzamin w sesji zimowej :/ Tydzień potem odbędzie się egzamin z patomorfy (teoria + praktyczny).

Strasznie czasozajmujące są takie pierdołki typu: higiena, zdrowie publiczne (prowadzone przez tych samych asystentów co higiena wiec właściwie nie wiem kiedy jest jedno a kiedy drugie, różnicy mi to nie robi bo patrzę beznamiętnie w okno/ścianę i tak, nie mój zakres zainteresowań), psychologia lekarska (informowanie pacjentów o złej diagnozie w chwili gdzie nie znamy tak klinicznie jednostek chorobowych a zaczyna się dopiero nasz kontakt z pacjentem jest trochę bez sensu), i FAKULTETY. Nie wiem kto wpadł na pomysł 3 fakultetów po 2h15min w tygodniu (pozdrawiam 4 rok i 7 fakultetów, co prawda lepiej rozłożonych ale no), ale to istna tragedia. Godziny popoludniowo-wieczorne, tematy różnie wychodzą. Najbardziej w sumie mi się podoba faku z propedeutyki stomatologii, bo jako na lekarskim za dużo tej wiedzy stomatologicznej nie mamy, a z mojego punktu widzenia jest ciekawa i w fajny sposób przedstawiana. Żadne szczegóły, raczej podstawy, jak dla mnie na + :) Fakultet z immunologi - no cóż po pół roku wejściówek z kapelusza zniechęciłam się do immunów totalnie i nie jestem w stanie tego pokonać. To pierwszy taki w tym roku i w ogóle, więc zaliczenia nie będzie, tylko króciótkie eseje należy zdać na każdy temat wykładu. Za rok prawdopodobnie już tak nie będzie. Fakultet z onkologii skóry moim zdaniem nie jest na ten czas. Co prawda mamy jakąś wiedzę o tych neo i zmianach skórnych po patomorfologii, ale kolokwium było pod koniec maja i wydaje mi się, że miałby ten fakultet więcej sensu na 4 roku, gdzie jesteśmy już po dermatologii (semestr VI). Anatomia topograficzna prowadzona jest w fajnej formie. Mamy w 2/3 osobowych składach zrobić i przedstawić nie zbyt długą prezentacje - sposób na jakieś przypomnienie wybranego tematu, następnie prowadząca ze swojej strony rozwija temat, można podyskutować.

Patofizjologia = taka biochemia + patomorfologia + fizjologia + Szczeklik. Pytają na zajęciach i grożą ujemnymi punktami :O :O :O Póki co cukrzyca była, dna moczanowa, fenyloketonuria itd. Może być całkiem przydatny przedmiot w sumie.

Aaa. Diagnostyka laboratoryjna. Zaczęła się później niż reszta zajęć. Yyy na pierwszych liczyliśmy % wyników badań prawdziwie dodatnich, ujemnych, fałszywie...wat? To nie dla mnie, bo przygodę z matematyką skończyłam dokładnie 6 maja 2014, a dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi :D Może następne zajęcia będą ciekawsze. Może.

Co najgorsze w tym roku to chyba plan zajęć: 3x w tygodniu (wykłady+ćwiczenia z pato+psychologia) na 8:00 ALE w miejscach gdzie trzeba dojechać autem ok.25 min więc mam codziennie wstawanie o 6:30. To jest straszne. Zasypiam czasem, człowiek przyzwyczajony do chodzenia spać 23/24 bo to nauka, to serial, to coś tam, i nagle trzeba wstać po 6. Nie pozdrawiam osoby układającej plan :/ Niby wykłady skończą się za 4 tygodnie, ale ćwiczenia z psychologii są do połowy grudnia, a z pato do początku stycznia...Kiedy ja się wyśpię.

Póki co trzęsę się, bo (prawdopodobnie) 8.11 pierwsze osłuchiwanie stetoskopem na internie! Ponoć entuzjazm pierwszych klinik szybko przechodzi...zobaczymy.

poniedziałek, 11 lipca 2016

II rok na PUMie w skrócie

Od tygodnia właściwie mam już wakacje. Obydwa egzaminy udało mi się zdać, choć nie na szałowe oceny, więc nie ma co znów na stypendium liczyć :( Do domu wróciłam zaledwie przedwczoraj, bo wykorzystałam te kilka dni po egzaminie z fizjologii na zrobienie praktyk na SORze :D Ale o tym później.

Opis przedmiotów będzie moim subiektywnym okiem, choć wydaje mnie się, że nie jest przegięty w żadną stronę ;) Już w poście kilka miesięcy temu były opisane niektóre zajęcia, więc teraz postawię na bardziej praktyczny a mniej osobisty opis.

Angielski
Trwający 4 semestry, a kończący się egzaminem, z którego w moim roczniku jeszcze z 75% było zwolnionych (średnia 4,1 wystarczyła) natomiast wiem że następny rok już musi wyrobić 4,75 więc tych zwolnień będzie mniej. Niech was nie zmyli wybór poziomu "średnio-zaawansowany" czy "zaawansowany" - wybrałam średnio-zaw żeby nie musieć za dużo robić, a okazało się ze zaawansowani z mojej grupy dziekańskiej bardziej się obijają, bo wszystko zależy od prowadzącego. U nas były zadania domowe, testy nie były trudne, w dużej części pokrywały się z tymi z zeszłych lat bądź jakaś grupa pisała wcześniej i wiedzieliśmy co będzie. Nie ma się co spinać z angielskim tak na prawdę, ocena z egzaminu nie liczy się ani do stypendium ani do średniej studiów pod koniec (nie rozumiem tego :/ ). Na egzamin 2 zadania podaje zakład (trzeba sobie opracować zdania i synonimy), pozostałe to zadania podobne jak na maturze podstawowej czy rozszerzonej. Jeżeli ma się jakieś pojęcie z tego angielskiego to bez przygotowania zda się egzamin. Zajęcia są 15 min od szpitala SPSK2 mniej więcej.

Fakultet
W 3 i 4 semestrze, wybór jednego z dwóch tematów. Wystarczy obecność. Zdarzają się listy obecności. W 3 sem. oba tematy do wyboru na pomorzanach, w 4 jeden jest na rybackiej, drugi na pomorzanach.

Fizjologia
Przez cały rok, 4 kolokwia. Moim zdaniem drugie było najtrudniejsze (nerwowy itd.). Jeżeli chodzi o powtarzalność pytań to szału nie ma, do 25% bym powiedziała. Test pozornie wielokrotnego, odpowiedzi zwykle pomagają coś powykluczać. Zakład jest przyjazny, na kolokwiach zdarza się, że obniżają próg zdawalności, na egzaminie nie obniżali. Kolokwia po 30 pytań, egzamin po 60. Wyniki są zwykle na następny dzień. Generalnie w tym roku 4 osoby chyba miały zielony warunek (nie zaliczyli 3 terminu kolokwiów) ale dostali jeszcze jedną szansę, mimo że utracili 1 termin egzaminu. Za to parę sztuk zakończyło swoją przygodę, i już mają zapewnioną repetę z fizjologii. Nie wiem jak, ale trochę to szokujące jak na taki miły zakład :O
Zwolnienie z egzaminu jest za średnią 4,5, jest to do zrobienia, 12 osób miało w tym roku, a ogółem za średnią od 4,0 wzwyż są dodatkowe punkty do egzaminu.
Jeżeli chodzi o ćwiczenia, o to czy trzeba się na nie uczyć, to zależy od tego kto prowadzi zajęcia :D ja w 1 semestrze miałam z doktorantami, zrobili nam 2 zapowiedziane względnie wejściówki, w drugim z dr.B. - jedna wejściówka, która pisze przymusowo cały rok tak czy siak, z EKG. Jest to zaletą o tyle, że jak się ma schody z biochemią to nie trzeba jeszcze sobie fizjo głowy zawracać, ąż do kolokwium. Ale tak, są asystenci (szczególnie 1), o których jest dużo wejściówek i nie zawsze się je zdaje. Zakład jest na pomorzanach, w budynku gdzie parazytologia i farmakologia.

Patomorfologia
Jeszcze pół roku się z nią pomęczę. Opiszę to, co do tej pory było, a więc 4 kolokwia, wielokrotnego wyboru. O ile na pierwszych dwóch w 80%? albo więcej, pytania były podobne bądź identyczne jak w starszych testach, to 3 koło zrobiło duży przesiew (dosłownie parę pytań weszło). Na 4 było lepiej, około połowa "siadła" jak to mówi moja druga połówka. Na ćwiczeniach nie ma wejściówek, jak się nie wie to nikt nie bije. Połowa to seminarium, połowa oglądanie preparatów na komputerach. Znajduje się kawałek drogi od pomorzanów, zwłaszcza to boli gdy wykład o 8.00, trwa 45 min, a ty musisz wstać 6:30, żeby dojechać tam busem :(

Immunologia
W ciągu jednego semestru, 11 wejściówek, przy wyrobieniu średniej z nich co najmniej 4,5 podchodzisz do przedterminu (u p. Profesor, z tego co widziałam bardzo spoko pytania, chyba wszyscy zdali). Jak już wcześniej marudziłam, bywają pytania z kosmosu. Poprawy ich zależą od asystenta - u niektórych wykorzystują pytania innych grup, gdzie indziej są esejowe. Zaliczenie miało 40 pytań jednokrotnego wyboru (ale były też np. odp.B a+c), moim zdaniem nie było trudne a miałam na naukę niespełna tydzień, bo wcześniej było kolokwium z fizjologii. Pytania podobne jak na starszych zaliczeniach. Drugi termin u nas był jeszcze w trakcie roku, ale mimo tendencji z poprzednich lat, pytania z 1 terminu na 2gim się nie powtórzyły. Trzeci był kilka dni po egzaminie z fizjo, tu już z pytaniami lepiej. Podobno ma być jeszcze 4 termin we wrześniu :D Zakład obok fizjologii.

Mikrobiologia
Zaczyna się w 4 semestrze, kończy w 5. Znajduje się tam gdzie immuny. W 4 semestrze 9 wejściówek, w 6tym też 9. Niby dostajemy prezentacje z wykładów i seminarium, niby w rozpisce "obowiązujący rozdział z Murraya" ale i tak pytania potrafia być znikąd. Z poprawami też loteria, jaki asystent taki stopień trudności - od wejściówek innej grupy z danego tygodnia, po jakieś stare w ogóle innych kierunków na pumie... W wakacje teraz nawet można poprawiać wejściówki, więc zakład raczej z tych upierdalających nie jest. No ale takie ciągnięcie za sobą tego, nic ciekawego na pewno. Na razie nic więcej nie mogę powiedzieć, pół roku tego 'czegoś' przede mną jeszcze :(

Biochemia
Celowo zostawiłam na koniec, bo tak jak miałam do egzaminu dość neutralne zdanie o tym przedmiocie, to po egz już go oficjalnie nie cierpię. Dwa semestry, 11+16 wejściówek, z których trzeba uzyskać średnią 3,0 by być dopuszczonym do egzaminu (to akurat dobry patent, szkoda ze na immunach/mikro na to nie wpadli). Każda ma 5 pytań, zamkniętych i otwartych, proporcja ilości zależy od układającego, a śledząc tendencje można się domyśleć mniej więcej na co kto postawi. Powiem tak: jak się uczysz to problemów z tym nie będziesz mieć. Taka prawda, trzeba wyryć Harpera na pamięć, łącznie z podpisami pod obrazkami (jak zawierają coś istotnego oczywiście), małymi tabelkami wydającymi się nieznaczącymi, schematami i wszystko co się zauważy. Także warto czytać skrypt (przeznaczony w prawdzie dla stomy ho ho), bo na dwóch wejściówkach, przy których w zagadnieniach nie było go wyszczególnionego, pojawiły się pytania z niego. Kilka wejściówek minie zanim człowiek nauczy się czytać bardzo dokładnie każde słowo Harpera, ale zaczynając od razu z grubej rury uniknie się potem przerywacza (poprawy wejściówek). Nie ciekawił mnie za bardzo ten przedmiot, ale lepiej nie wbijać sobie powtarzanych jak mantra słów kolegów, demonizujących biochę. Wejściówki w porównaniu do egzaminu to było nic. W tym roku skasowano rozbój, więc osoby z np 2,98 średnią już wiedziały w połowie maja o swojej repecie... Na szczęście udało się załatwić i 2,9 i w górę zostali dopuszczeni, a 2,8-2,9 stracili tylko 1 termin egzaminu.
Egzamin ma 60 pytań jednokrotnego i pozornie wielokrotnego, ale w tym wypadku dystraktory zdają się na nic... W tym roku egzamin był trudny. Pojawiły się banalne pytania, ale to kilka sztuk, były też takie gdzie nie miałam zielonego pojęcia co tu się dzieje. Były też takie których byłam 100% pewna a okazało się na sprawdzaniu prac, że nie miałam racji i mimo że pierwotnie wyliczałam sobie z 44 pkt, to stanęło na 38 (na żadnym kolokwium nie zdarzyło mi się o tyle pomylić nigdy w przewidywaniu). Dużo więcej niż zwykle pytań o praktyczne rzeczy (bo wiedza z ćwiczeń tez obowiązuje), ale w starszych latach ograniczały się do tego jaka próba co wykazuje, ewentualnie jakaś norma, a w tym mieliśmy obliczyć aktywność amylazy czy ile kcal daje tyle i tyle gramów białka, cukru i tłuszczu (co podobno powinniśmy z liceum wiedzieć...). Kosmos. Polecam starsze testy i SuperHelisy robić. Mi to na pewno 2 punkty dało. Na moje oko zdało niecałe 50% (oficjalnych list nie ma, każdy dostaję swoją kartę z oceną). Z tego co słyszałam na stomie zdało 25%, na EP pojedyncze sztuki. We wrześniu czeka więc zakład oblężenie, a że drugi termin jest esejowy to już widzę ile dni im zajmie ocenianie.
Aha jeszcze odnośnie progu. 60% czyli 36/60, który ponoć co roku był obniżany (a w zeszłym miał wynieść 28). W tym, mimo trudnego egzaminu, nie został zmniejszony (ponoć Rektor miał tego zakazać, chociaż na anatomii mieli obniżony także pozdro :// ). Osoby 35-34 pkt miały szanse na dopytkę u Profesora, większość zdała a podchodziło chyba z 20 osób.
Wejściówki w słabym stopniu "przygotowały" nas do egzaminu. Zakład, mimo mojej sympatii do asystenta prowadzącego, pozostanie na mojej Top liście najmniej lubianych zakładów na PUMie :/

Jeżeli chodzi o książki.
-Fizjologia - nic nie trzeba, wykłady i seminarki wystarczą; może żeby zwolnienie ukulać to warto zajrzeć do Konturka
-Patomorfologia - redbook "Patologia czyli słowo o chorobie" 200-250zł, do kupienia z drugiej ręki tylko; do bluebook "Podstawy patologii" rzadko zaglądam, ale jak komuś wystarczy 3,0 chociażby w drugim terminie to jest ok. Oprócz tego wykłady i seminarki krążące po dyskach
-Biochemia - jak już pisałam wyżej, Harper +  skrypt stomy; na niektóre wejściówki obowiązują materiały z żółtego harpera czy podręcznika Angielskiego, ale też krążą po sieci, nie problem żeby sobie wydrukować
-Immunologia - miałam Ptaka, mało w nim informacji, strata kasy (chyba że ksero, to wydane parę zł nie robi dużej różnicy), doczytywałam z Jakóbisiaka i jakbym miała drugi raz wybór to bym go sobie kupiła bo mnie się podobał (choć troche w nim omijałam textu); ogółem na wejściówki jakoś się ogarnia po starszych prezentacjach zakładu i notatkach z dysków, coś asystent opowie i książka nie jest na gwałt potrzebna, jak kto lubi
-Mikrobiologia - mam Murraya, jest oficjalnie polecany przez zakład w rozpisce, przyznam, że bywają pytania z niego, aczkolwiek zdarza się, że prezentacja zakładu mówi jedno a książka drugie... tak czy siak po immunach stwierdziłam że wolę mieć książke i żeby leżała a potem sprzedam, niż nie mieć i się męczyć ;) Książka to koło 150zł, a ksero nawet nie wiem, ale dużo mniej
-Angielski - książki u nas obowiązujące to English for medical students and doctors E. Donesch-Jeżo oraz od drugiego semestru Oxford English for careers, pierwsza ksero przejdzie, druga jest kolorowa (60-70zł), ale niektórzy prowadzący nawet wersję eBookową uznają


Się popisało, czas odpocząć :)


niedziela, 15 maja 2016

Dożyłam maja!

I nastał ten piękny dzień (a właściwie nastał już tydzień temu), w którym odbyła się ostatnia, dwudziesta siódma (!) wejściówka z biochemii. Właściwie już do dwóch ostatnich wejściówek już nie podeszłam, bo stwierdziłam, że czas odpocząć przed pracowitym majem i czerwcem a średnią miałam już wyrobioną właściwie chyba w marcu. Sama jestem zaskoczona, jak nawet nie źle mi ta biochemia szła. Wydaje mi się, że dużo zależy od podejścia i nie ma co trzymać się sztywno opinii "biochemia jest straszna, ciężko wyrobić średnią, pszypał 120 i w ogole sranie ogniem", tylko podejść neutralnie, starać uczyć się dokładnie (wraz z podpisami pod obrazkami i schematami!!), porobić starsze pytanka dla wprawy (a bo zależne od asystenta, ale u niektórych zdarzają się podobne) i nie zrobić głupich błędów (np. gdy twój mózg stwierdzi że azot to P x_____x ) Do egzaminu 38 dni... oby było dobrze, na prawdę nie mam dużych wymagań, 3 wystarczy xD

W sumie wydawało się, że będzie większy przesiew z powodu likwidacji 3 terminu wejściówek z biochy, ale z mojej grupki, z wyjątkiem jednej rezygnującej, chyba wszyscy będą dopuszczeni do egzaminu. Ponoć w grupie szefa zakładu wygląda to gorzej, ale nie wiem niestety dokładnie.

Tak, jeżeli chodzi o immunologię to zaliczenie było spoko. Ucząc się w miarę na wejściówki, na powtórkę materiału na zaliczenie końcowe miałam +- 5 dni (bo wcześniej koło z fizjologii było) i na luzie było. Zdawalność też była dobra, nie liczyłam dokładnie ile %.

Wydawało mi się, że z mikrobiologii będzie podobnie, ale no materiał trochę trudniejszy moim zdaniem (leki! pożywki! ughh) i jak to na Pumie, mimo "polecanego przez zakład głównego podręcznika", pytania i tak bywają ...znikąd. Dotychczas tylko 1/8 wejściówek oblałam, poprawa na styk zdana, bo mimo nauki z ww. podręcznika, odpowiedź na kilka pytań nie była prawidłowa hoooo! :D Zostaje tylko zaakceptować pumowską rzeczywistość, niż walczyć z wiatrakami (powinni to zdanie umieszczać w regulaminie studiów, żeby nikt mnie byl zaskoczony!). Została 1 wejściówka w tym semestrze, o zgrozo, praktycznie z samych leków, a że nakłada się ona na dzień koła z fizjologii, to już wiem, że będzie ona do poprawy, bo nawet nie zamierzam jej teraz ruszać ni kijem od miotły :D

Co do fizjologii, do egzaminu zostało 50 dni, no ale raczej nie ruszę nic do czasu egzaminu z biochy. Lepiej mieć wrzesień z fizjologii, niż z biochemii... :/ Ale myślę, że pomimo mojego szybkiego zapominalstwa materiału po kolokwiach, jakoś uda mi się te 4 działy w 11 dni ogarnąć. Materiał nie jest najgorszy, zwłaszcza ostatni dział częściowo się z biochemią pokrywa.

W tej sesji egzaminacyjnej jest jeszcze egzamin z języka, aczkolwiek chyba z 75%? naszego roku będzie zwolnione. Nie było to specjalnie trudne, jednak niektórzy prowadzący znacznie to swoim studentom ułatwiali :D

Oficjalnie 4.07 rozpoczynam wakacje, przynajmniej w teorii, ponieważ następnego dnia ze znajomymi z grupy zaczynamy praktyki na SOR w Szczecinie. Nie są one długie, może coś ciekawego na nich będzie. Dlaczego nie w moim mieście rodzinnym? Ogólnie mówiąc, rok temu miałam okazję pobyć tam kilka godzin i stwierdziłam, że z chęcią na pewno nie wrócę w to miejsce. Nie chodzi o pacjentów czy coś, po prostu jakoś nieswojo, może niemiło się tam czułam z pewnych powodów. Szczecin, większe miasto, z umedem, więc inne podejście do praktykantów. Zaraz potem odbywam praktyki u lekarza rodzinnego, już u siebie. Wiem, że mnie tam nie wymęczą, więc szykują się dłuższe wakacje niż rok temu nawet, zakładając brak sesji poprawkowej :)))

Jedyne co oprócz wejściówy z mikro i koła z fizjo co mnie czeka w tym miesiącu, to koło z patomorfologii. Niestety z powodu pewnych, nadgorliwych osób, chcących, ja wiem, "wyrównać szanse na równe oceny poprzez czystą, klarowną naukę, a nie jakieś oszukaniestwo-straszne-podobne-pytania-bywają-zniszczmy-to-" ?, ostatnie kolokwium było trudniejsze. Na prawdę nie wiem kogo to boli, ale liczę, że kiedyś karma do nich wróci. Peace. Chcąc nadal mieć szanse na zwolnienie z egzaminu muszę się przyłożyć 125898 razy bardziej niż wcześniej, więc zaraz po kole z fizjo zabieram się za to, niestety równocześnie z powtórkami z biochemii. Nie kreuje się to w mojej głowie kolorowo i tęczowo, więc mimo aktualnej 4,16 średniej z pato powoli oswajam się z myślą, że jednak się może nie udać, jeżeli każde z 3 pozostałych kół będzie tak wyglądać. No nic, tyle nauki nie pójdzie na pewno na marne, zawsze łatwiej przed egzaminem będzie :D

Oprócz tego najbliższy plan to zakup stetoskopu. Tak, w końcu! Stwierdziłam, że czerwiec to dobry czas, może na SORze czy u rodzinnego się przyda, więc warto wcześniej niż we wrześniu o to zadbać. Wybór to, może oczywisty, Littmann, bo jest a)dobry jakościowo b)opinie + (zawsze sprawdzam przed zakupem czegokolwiek! :D) c)dobra, skoro lekarze z dużym stażem w moim mieście w szpitalu go używają (a podpatrzyłam go u wielu), to wierze im, że wybrali go bo warto d)lubię wybierać pewne, "osłyszane" marki, tak mam i bęc. No nie mam zamiaru żałować na sprzęcie, który zakładam, że mi posłuży długo, model II se jest podstawowy i dobry na teraz i do czasu skończenia jakiejś specki na pewno. Potem najwyżej można o jakimś specjalistycznym cacku pomyśleć. Fartuch porządny już jest, paputki szpitalne też są (w sówki! <3). Rok pełen wydatków, a na 3 rok na internę już chyba Szczeklika potrzeba, książka równie gruba jak droga. Przydałoby się 500+ na studenta medycyny, serio. ^^

A tymczasem już wypadało by iść spać, bo mimo 200% tyle nauki co rok temu, to dawno tak późno spać nie szłam :D

Edit. Nie wiem, czemu mi pokazuje, że post został dodany o 15 (nie, nie sypiam w dzień) ale jest prawie 1 w nocy! Hoo.