piątek, 9 grudnia 2016

Za chwile święta

Weekend przed ostatnim (a jak!) tygodniem nauki rozpoczęty. Tacy z nas spryciarze ze poprzekładaliśmy zajęcia tak, że można wrócić do domu 15.12 po południu już, a następne zajęcia dopiero 10.01 co daje 25 dni wolnego :D To chyba dotychczasowy rekord świąteczny, który niestety za rok już nie zostanie pobity, bo w przyszłym roku już same kliniki w bloku więc (szybki rzut w kalendarz) za rok 22.12 pewnie dopiero wrócę... no nic.

Większość zajęć już się pokończyła, a dokładniej zostały ostatnie mikroby w poniedziałek (i ostatnia w moim życiu wejściówka z nich!!!!), ostatnia patomorfa w środę i zdrowie publiczne w czwartek. To co jeszcze będzie po nowym roku kontynowane to patofizjologia, diagnostyka i higiena, w tym jedno kolokwium z patofizjo i zaliczenie z higieny. A no i kolokwium a patomorfologii, ostatnie w 3-semestralnym czasie trwania przedmiotu, z dość trudnego materiału (chłoniaki, białaczki, choroby nerek, nowotwory mózgu) a z którego muszę dostać 4 żeby załapać się na zwolnienie z egzaminu. No cóż, oznacza to kolejny rok bez luźnych świąt i strasznie dużo stresu (ciężko oszacować ile osób jest jeszcze w zakresie zwolnienia, a zakładowi na pewno nie na rękę a dużo mieć zwolnionych z egzaminu, więc można się spodziewać pytań z tyłka :)  ). Jak nie wyjdzie to prawdopodobnie oleje koło z patofizjo na rzecz egzaminu z patomorfy, a jeszcze przecież egzamin z mikro w międzyczasie, opanowanie tych wszystkich antybiotyków trochę zajmie...

W między czasie minęło pierwsze kolokwium z patofizjologii. Niby nie było złe, pytania głównie z prezentacji z ćwiczeń (z wyjątkiem immunopatologii ;ppp ), ale trochę z czasem słabo. 25 pytań jednokrotnego i pseudowielokrotnego wyboru, ale ale, bardzo dużo typu "pleple to wszystkie z wyjątkiem", "zaznacz fałszywe", a test zredagowany mało czytelnie, odpowiedzi jedna za druga ciągiem, co no utrudniało czytanie i myślenie. Na patomorfie są wielokrotnego i także minuta na pytanie a zdążam sprawdzić zawsze wszystkie odpowiedzi, czego na patofizjo mi sie dokładnie zrobić nie udało :/ Także pierwsze kolokwium (5 pytaniowe, jednokrotnego) z diagnostyki już za mną. No nie poszło tak jak chciałam, głównie dlatego że widząc dzień przed że grupy miały same pytania o normy krwi, lipidów itd. (tak jak w zeszłym roku w sumie) skupiłam się ostatnie 2 dni tylko na nich, a tu niespodzianka, 2 pytania z teorii. O tyle jedno było takie, że mogłam je zrobić ucząc się chociaż było głupie i tak i nikt nie był pewny jaka odpowiedź jest w sumie prawidłowa, to drugie o odczyn pseudobiałaczkowy mnie rozwaliło, bo pewnie chodziło o slajd zatytuowany "leukomeoid reaction" które wikipedia mi przetlumaczylo jako fizjologiczna reakcje na zapalenie lub wysilek, a nie jakas reakcje pseudobialaczkowa. Ehh. Dobra my bad, ale jak 3 grupy maja tylko pytania o wartości, a pozostałe 3 jeszcze maja pytania o teorie to nie jest sprawiedliwe. Dlatego od czasu anatomii jestem zdania, że kolokwia powinny być tylko i wyłącznie dla całego roku. Wtedy jest "po równo" i nikt nie ma pretensji. Nie wszystko stracone! Z trzech pozostałych kolokwiów jak dostane 5 to bede zwolniona. Cóż za motywacja :/

Jeżeli chodzi o internę, to tak jak czytałam na jednym blogu studenta PUMu, zapał szybko mija. Co prawda dziś było coś co mnie bardziej ciekawi, osłuchiwanie serca (akurat była pacjentka ze zwężeniem zastawki aortalnej), ale już wiem że opukiwanie nie jest moją miłością i może ktoś mnie zje ale nie widzę dużego sensu w opukiwaniu granic płuc, gdy jedna książka podaje takie granica, druga takie, a asystent takie. No po prostu :D Tak jakoś się złożyło w tym roku, że jako grupa piątkowa wypadła nam interna 11.11 i wypadnie 6.01, a za tydzień i dwa też już w sumie nie mam bo coś tam i nie wiem czy się wyrobimy ze wszystkim. Zostało nam badanie ciśnienia (w sumie było już i na pielęgniarstwie i na fizjologii ale chodzi bardziej o teorię i jakieś charakterystyczne patologie ciśnienia), badanie brzucha (2 ćwiczenia), nerek, kręgosłupa i nerwowego. A i jeszcze powinniśmy mieć zaliczenie z historii choroby ale nie wiem nawet kiedy xD

W styczniu wracam 10.01 na, w sumie, niecałe 3 tygodnie zajęć, a potem sesja. No i semestr zleci. Karty praktyk już dostaliśmy, a ja zaczynam się zastanawiać czy robić praktyki z interny w Szczecinie czy w rodzinnym mieście. I tu są plusy i minusy i w sumie nie wiem sama co chce :D