I nastał ten piękny dzień (a właściwie nastał już tydzień temu), w którym odbyła się ostatnia, dwudziesta siódma (!) wejściówka z biochemii. Właściwie już do dwóch ostatnich wejściówek już nie podeszłam, bo stwierdziłam, że czas odpocząć przed pracowitym majem i czerwcem a średnią miałam już wyrobioną właściwie chyba w marcu. Sama jestem zaskoczona, jak nawet nie źle mi ta biochemia szła. Wydaje mi się, że dużo zależy od podejścia i nie ma co trzymać się sztywno opinii "biochemia jest straszna, ciężko wyrobić średnią, pszypał 120 i w ogole sranie ogniem", tylko podejść neutralnie, starać uczyć się dokładnie (wraz z podpisami pod obrazkami i schematami!!), porobić starsze pytanka dla wprawy (a bo zależne od asystenta, ale u niektórych zdarzają się podobne) i nie zrobić głupich błędów (np. gdy twój mózg stwierdzi że azot to P x_____x ) Do egzaminu 38 dni... oby było dobrze, na prawdę nie mam dużych wymagań, 3 wystarczy xD
W sumie wydawało się, że będzie większy przesiew z powodu likwidacji 3 terminu wejściówek z biochy, ale z mojej grupki, z wyjątkiem jednej rezygnującej, chyba wszyscy będą dopuszczeni do egzaminu. Ponoć w grupie szefa zakładu wygląda to gorzej, ale nie wiem niestety dokładnie.
Tak, jeżeli chodzi o immunologię to zaliczenie było spoko. Ucząc się w miarę na wejściówki, na powtórkę materiału na zaliczenie końcowe miałam +- 5 dni (bo wcześniej koło z fizjologii było) i na luzie było. Zdawalność też była dobra, nie liczyłam dokładnie ile %.
Wydawało mi się, że z mikrobiologii będzie podobnie, ale no materiał trochę trudniejszy moim zdaniem (leki! pożywki! ughh) i jak to na Pumie, mimo "polecanego przez zakład głównego podręcznika", pytania i tak bywają ...znikąd. Dotychczas tylko 1/8 wejściówek oblałam, poprawa na styk zdana, bo mimo nauki z ww. podręcznika, odpowiedź na kilka pytań nie była prawidłowa hoooo! :D Zostaje tylko zaakceptować pumowską rzeczywistość, niż walczyć z wiatrakami (powinni to zdanie umieszczać w regulaminie studiów, żeby nikt mnie byl zaskoczony!). Została 1 wejściówka w tym semestrze, o zgrozo, praktycznie z samych leków, a że nakłada się ona na dzień koła z fizjologii, to już wiem, że będzie ona do poprawy, bo nawet nie zamierzam jej teraz ruszać ni kijem od miotły :D
Co do fizjologii, do egzaminu zostało 50 dni, no ale raczej nie ruszę nic do czasu egzaminu z biochy. Lepiej mieć wrzesień z fizjologii, niż z biochemii... :/ Ale myślę, że pomimo mojego szybkiego zapominalstwa materiału po kolokwiach, jakoś uda mi się te 4 działy w 11 dni ogarnąć. Materiał nie jest najgorszy, zwłaszcza ostatni dział częściowo się z biochemią pokrywa.
W tej sesji egzaminacyjnej jest jeszcze egzamin z języka, aczkolwiek chyba z 75%? naszego roku będzie zwolnione. Nie było to specjalnie trudne, jednak niektórzy prowadzący znacznie to swoim studentom ułatwiali :D
Oficjalnie 4.07 rozpoczynam wakacje, przynajmniej w teorii, ponieważ następnego dnia ze znajomymi z grupy zaczynamy praktyki na SOR w Szczecinie. Nie są one długie, może coś ciekawego na nich będzie. Dlaczego nie w moim mieście rodzinnym? Ogólnie mówiąc, rok temu miałam okazję pobyć tam kilka godzin i stwierdziłam, że z chęcią na pewno nie wrócę w to miejsce. Nie chodzi o pacjentów czy coś, po prostu jakoś nieswojo, może niemiło się tam czułam z pewnych powodów. Szczecin, większe miasto, z umedem, więc inne podejście do praktykantów. Zaraz potem odbywam praktyki u lekarza rodzinnego, już u siebie. Wiem, że mnie tam nie wymęczą, więc szykują się dłuższe wakacje niż rok temu nawet, zakładając brak sesji poprawkowej :)))
Jedyne co oprócz wejściówy z mikro i koła z fizjo co mnie czeka w tym miesiącu, to koło z patomorfologii. Niestety z powodu pewnych, nadgorliwych osób, chcących, ja wiem, "wyrównać szanse na równe oceny poprzez czystą, klarowną naukę, a nie jakieś oszukaniestwo-straszne-podobne-pytania-bywają-zniszczmy-to-" ?, ostatnie kolokwium było trudniejsze. Na prawdę nie wiem kogo to boli, ale liczę, że kiedyś karma do nich wróci. Peace. Chcąc nadal mieć szanse na zwolnienie z egzaminu muszę się przyłożyć 125898 razy bardziej niż wcześniej, więc zaraz po kole z fizjo zabieram się za to, niestety równocześnie z powtórkami z biochemii. Nie kreuje się to w mojej głowie kolorowo i tęczowo, więc mimo aktualnej 4,16 średniej z pato powoli oswajam się z myślą, że jednak się może nie udać, jeżeli każde z 3 pozostałych kół będzie tak wyglądać. No nic, tyle nauki nie pójdzie na pewno na marne, zawsze łatwiej przed egzaminem będzie :D
Oprócz tego najbliższy plan to zakup stetoskopu. Tak, w końcu! Stwierdziłam, że czerwiec to dobry czas, może na SORze czy u rodzinnego się przyda, więc warto wcześniej niż we wrześniu o to zadbać. Wybór to, może oczywisty, Littmann, bo jest a)dobry jakościowo b)opinie + (zawsze sprawdzam przed zakupem czegokolwiek! :D) c)dobra, skoro lekarze z dużym stażem w moim mieście w szpitalu go używają (a podpatrzyłam go u wielu), to wierze im, że wybrali go bo warto d)lubię wybierać pewne, "osłyszane" marki, tak mam i bęc. No nie mam zamiaru żałować na sprzęcie, który zakładam, że mi posłuży długo, model II se jest podstawowy i dobry na teraz i do czasu skończenia jakiejś specki na pewno. Potem najwyżej można o jakimś specjalistycznym cacku pomyśleć. Fartuch porządny już jest, paputki szpitalne też są (w sówki! <3). Rok pełen wydatków, a na 3 rok na internę już chyba Szczeklika potrzeba, książka równie gruba jak droga. Przydałoby się 500+ na studenta medycyny, serio. ^^
A tymczasem już wypadało by iść spać, bo mimo 200% tyle nauki co rok temu, to dawno tak późno spać nie szłam :D
Edit. Nie wiem, czemu mi pokazuje, że post został dodany o 15 (nie, nie sypiam w dzień) ale jest prawie 1 w nocy! Hoo.