wtorek, 8 grudnia 2015

Na drugim roku wcale nie jest wesoło

Znalazłam siłę i czas by opisać te pierwsze 2 miesiące II roku tutaj. Wydawało mi się że rok temu było duuużo nauki, jednakże teraz dochodzę do wniosku że wtedy to miałam aż za dużo czasu :O
Mówili, że poziom trudności przedmiotów klasyfikuje się następująco: patomorfologia < fizjologia < biochemia. Z takimże nastawieniem wróciłam po wakacjach do Szczecina, a teraz mogę powiedzieć, że moim zdaniem jest inaczej. Patomorfa < fizjologia < immunologia ex aequo biochemia. Dlaczego?

Patomorfologia - chyba najciekawszy przedmiot na drugim roku PUMu, dużo klinicznych rzeczy, wiadomo z podłożem histologicznym, ale moim zdaniem łatwo jest się uczyć na kolokwia, które z resztą zwykle są PULowskie :D Średnia do zwolnienia to 4,1, więc bardzo przystępna, i mam nadzieję ją uzyskać, co byłoby znacznym ułatwieniem w sesji zimowej przyszłorocznej (pato trwa 3 semestry), w której jest także egzamin z mikrobiologii :( Na ćwiczeniach nie pytają, co może być i zaletą (można się skupić na innych nadchodzących wejściówkach) ale i wadą bo na pewno taka wiedza przyda się w późniejszych latach, a i podobno na egzaminie końcowym.

Fizjologia - czasami ciekawa, pewnie bardziej w drugim semestrze, gdzie będą nas uczyć osłuchiwania, opukiwania itd. Mimo nieciekawych wieści od wyższego roku, a pewnie i dzięki zmianie szefa katedry na profesora, który wygląda jak Philippe z "Nietykalnych" (i jest mega kochany jak opowiada na wykładach <3) koło nie było trudne, zdawalność była podobna jak z patomorfy. Tutaj aczkolwiek do zwolnienia jest potrzebna 4,5 średnia, którą podobno w poprzednich latach mało kto uzbierał, może w tym roku się to zmieni o ile poziom trudności kół się utrzyma. Niestety moje 4 z I koła bardzo to utrudnia (1 @#$%% punkt! jak żyć!), a nie wydaje mnie się, abym była aż tak wybitna i zainteresowana fizjologią aby wukulać z następnego koła 5 dla wyrównania średniej hehehe <śmiech przez łzy jednak :/ > Poza tym na zajęciach robimy względnie dużo ćwiczeń praktycznych, i nie mogę się doczekać aż będzie ekg :D

Immunologia - aż czasem brak słów mi na ten przedmiot. Wydawało się na początku spoko fajnie. Omawianie tematy, ćwiczenia praktyczne, jakieś wypełnianie konspekcików. Do czasu wejściówki. Dobra mówię, uczyłam się z jakichś notatek, pytań heheszki śmieszki. Następną ogarnę z jednej z 2 (czy 3 tam) polecanych przez zakład książek. I znów zdziwko. Skąd są te pytania?!?!? Po fazie złości przyszła faza akceptacji i porzucenia chęci, wróciłam do pul i liczyłam na cud. Wejście do fazy wyzwania nie poprawiło moich ocen: mimo nauki z dwóch (!) książek, jakichś dzikich ponoć zakładowych prezentacji, notatek, pul i zeszłorocznych pytań okazywało się, że odpowiedzi na pytania można znaleźć w TAMTARADAM: seminarium omawianym przez innego asystenta! Problem w tym, że jest ono tuż przed wejściówką, a potok nowych informacji, których nie ma w książkach jest tak duży, że mimo zapisywania słów w ilości 30000/1s i tak wszystkiego przecież nie zapamiętam i znów mogę liczyć na szczęście (ewentualnie dobry wzrok i wiedzę sąsiada). Co jest najlepsze? Ten sam zakład będzie prowadził mikrobiologię, która trwa już 2 semestry i kończy się egzaminem. Jupija jej :(

Biochemia - mój stosunek do niej jest jak sinusoida. Niby jest rozpiska, niby jest spis zagadnień a nawet dla leniwców podany rozdział Harpera, ew. inne źródło typu skrypt. To wyróżnia bioche od immunów - wiesz z czego się uczyć i ZWYKLE wyrycie danego rozdziału Harpiego = zdana (cotygodniowa :( ) wejściówka. Bo zdarzają się zakładowe smaczki i haczki typu:
-połącz właściwie oczywiście że w domyśle oznacza ze A123 a B24 a C4 a D1 czyli każdy z każdym a nie jeden do jednego i zostaje np. jedna wolna odpowiedź jak na maturze (kto by na to od razu nie wpadł???)
-powinniście to wiedzieć z liceum z chemii/ z kursu chemii medycznej z 1 roku (ha ha ha śmieszne :/ )
-czy ta odpowiedź jest prawidłowa? "i tak i nie, to zależy" ale osoby które zaznaczyły że jest mają punkcik :O
-czy ilość wykorzystanych wiązań liczyć tak czy tak? "to zależy jak na to patrzeć, ale nie będzie z tego pytań"    a tu niespodzianke hehehe
-podana nazwa czegoś tam, ale w Harpim była inna więc pewnie ta jest zła dla zmyły - o jakże ja naiwna, powinnam to wiedzieć zapewne ale nie wiem skąd, bo nigdzie indziej taka nazwa nie padła :/
-"dajmy w jednym pytaniu dystraktor z tematu sprzed 4 tygodni - na pewno są zdolni i będą to pamiętać" - dzięki :(

Hehehe. Qń by się uśmiał. O tak, na pewno pytania są w tym roku trudniejsze, bo nie ma rozbója na koniec roku, na którym można było poprawić niezdane wcześniej wejściówki i uzyskać średnią 3,0 dopuszczającą do egzaminu - zapewne chcą nas po prostu zmotywować do nauki. :)))))))))) Dlatego też jeden jedyny termin poprawy wejściówek (przerywacz) jest zwykle dzień przed kołem z fizjo (lub w wypadku jednej grupy w ten sam dzień), obejmuje wszystkie wcześniej niezdane wejściówy i jest wyłącznie esejowy (żadnego ABCD z odpowiedzią nakierowaną).


Styczeń zapowiada się ciekawie. Przerwa świąteczna 18.12-10.01 daje duuuuuuuuuużo czasu na nauke, bo wracamy do Szcz na 2,5 tygodnia, w ciągu których mamy 2 kolokwia, test z angola, przerywacz (masowa poprawka niezdanych ostatnich 5-6 wejściówek) z biochemii i zaliczenie z immunologi. Super :) Na szczęście potem 3 tygodnie wolnego, i już drugi semestr. Nie wiem, ale zawsze po świętach szybciej zaczyna mi czas lecieć. A potem tylko egzamin z biochemci i fizjo. Słodko.

niedziela, 16 sierpnia 2015

8 miesięcy minęło jak jeden dzień

Miało być regularnie a wyszło jak zwykle :(
To może chociaż podsumuję ten czas, mimo że już ulatują ważniejsze rzeczy z głowy.
Tak, po świętach "kryzys I semestru" minął, w końcu coś udało się zdać w 1 terminie (anata) i coś kompletnie spieprzyć w 1 terminie (histo) :( ale no winą było to, że o wiele mniej pytań z zeszłych lat było zgromadzone na to koło, nie było to miłe ale w sumie jedyny drugi termin w 1 roku mój więc się da :D
Moim zdaniem w drugim sem już i anata i histo były (przynajmniej dla mnie) bardziej logiczne i sensowne, rzeczy się zazębiały, a z histo już pojawiły się narządy i układy a nie same komóreczki i tkaneczki (nie cierpię szczegółów, zwłaszcza jeżeli dotyczą rzeczy, których no gołym okiem nie widzę :O).
W sumie moje panikarstwo się nakręcało, w ferie już coś ruszyłam powtórki do egz z anaty, próbowałam fiszki anatomiczne robić, ale zbyt nie wyszły fajnie. Im dalej w las, tym wiekszy mój stres, mniej wychodziłam, więcej nauki ale nie wyszło to mi na złe. Po konkursie z anatki Scapula Aurea szału z punktami nie było, ale i tak byłam z siebie dumna (dość). Początkowo miały iść po 2 osoby z naszej podgrupki na przedtermin (jaki asystent takie warunki, ale u nas punkty z konkursu decydowały o tym), czyli ogółem 4 z grupy dziekańskiej (w tym ja). Następnie się okazało, że na przedtermin pójdą tylko bodajże 23 najlepszych ze scapuli. Przykro było, bo już sie cieszyłam na ten "0" termin. Ale nie, PUM zmiennym jest (proszę to sobie zapamiętać a najlepiej wydrukować i przykleić na ścianie) i po tygodniu, a jeszcze tydzień z haczkiem przed dniem przedterminu okazało się, że jednak idę. Wohoo super dzięki, tydzień na dokładne obrycie 10 (+-) miesięcy nauki. No dobra, jak się obleje to się nic nie dzieje, pani z dziekanatu do rodziców nie dzwoni, będzie co będzie. Ha a jeszcze w ciągu tego tyg było zaliczenie z parazytów i ostatnie praktyczne kolokwium z histo, na co chwila też zeszła. Szczerze przyznam, że nie byłam tak dokładnie przygotowana, jak pozostałe osoby z mojej grupy na "0", i kwestią szczęścia dostałam łatwe pytania (no może z wyjątkiem rozpoznania kości skokowej, wielokrotnie przeze mnie podczas nauki olewanej, no ale nic innego to nie przypominało, chociaż nawet nie wiedziałam, czy ją dobrze trzymam :O). W życiu takiego stresu chyba nie przeżyłam, nawet przed maturą, zwłaszcza to czekanie na wejście (po 3 os wchodziły i troszkę tam siedziały, a ja byłam 11 czy coś). Koniec końców chyba wszyscy (23 ze samej scapuli + 14 od asystentów) zdali i dzięki temu szczęściu nie musiałam pisać szokująco niemiłego (cenzura :/) testu z anatomii, ale o tym później.

Opinia jak.... pupcia, każdy ma swoją, więc opiszę przedmioty pierwszego roku z mojego punktu widzenia.

ANATOMIA
Uczcie się systematycznie bo się po...poprzejmujecie bardzo :/ Mianownictwo łacińskie trudne nie jest, końcówek (przynajmniej u nas) nie wymagają jakoś mega, a nazwy się powtarzają (kanał tu, kanał tam, otwór taki sraki). Niby Krechowiecki u nas obowiązuje, ale jakbym wiedziała ile nerwów na tę książkę stracę to od października bym tylko Bochenka czytała. Wszystko zależy od asystenta, jeden nie wie w sumie co jest w tej czy tej książce i wymaga jeszcze innego, drugi Bochenka się trzyma, trzeci leci po 1500 (pytań, taka książka z testami), a na egzaminie jeszcze wykłady, na których nie brakuje zagadnień klinicznych a nawet (o zgrozo) histologii czy embriologii. I nie myśl, że jak coś nie jest anatomiczne to nie będzie tego na egzaminie z tegoż przedmiotu, bo w tym roku można było się przykro zdziwić niestety :(  Straszne przeżycie uczyć się a nie zdać bo pytania kosmiczne i nieanatomiczne (mój bliski był w takiej sytuacji). Jeżeli chodzi o część praktyczną egzaminu, dawniej ustny a od tego roku szpilki, źle nie było z tego co słyszałam. Z racji, że moja grupa jest A, wchodzili pierwszy, a wiadomo im dalej tym mniej opcji do zmiany szpilek, więc chyba mieli najłatwiej jako początek :D Ogółem dużo książek z anatomii można znaleźć w pdf (jak ktoś jest tak leniwy jak ja i nie chce mu sie do biblio chodzić), atlasy tym bardziej (Netter fajny ale d... nie urywa, Sobotta ma dobre mózgowie, Sinielnikow kości <3, Prometeusz też bardzo fajny, polecam, atlasy fotograficzne bardziej do szpilek już ale też się przydają). Też brak list na wykładach. Warto iść na pierwszy, czy to jest to czego chcemy...albo nie chcemy.

HISTOLOGIA
Moją miłością nie jest, ale jak ktoś od początku będzie chciał zwolnienia z racji średniej to jest to do zrobienia (najnowsze wersje książek + zapamiętywanie szczegółów z seminarek i wykładów = to nie dla mnie :D). Nie ciekawił mnie szalenie ten przedmiot w przeciwieństwie do anaty. U prawie wszystkich asystentek wejściówki po wieczornej nauce z książki można na 4/5 napisać, kolokwia już gorzej bo test wielokrotnego + jednokrotnego wyboru (blee). Ale no tak, trzeba sie przyłożyć i chcieć, ale egzamin trudny nie jest. W tym przedmiocie myślę najważniejsze to robić testy z zeszłych lat, pule -> serio to pomaga, a przed egzaminem mając dużo podrukowane (pościągane na kompie) na samych pytaniach można to zdać, chociaż oczywiście lepiej trochę poczytać książki :D Polecam nowsze książki do histo, miałam starego Zabla i no bywało że tam czegoś nie było bądź było nieaktualne (teoretycznie obowiązuje nas Sawicki pierwszorzędnie ale tam tylko szczegółów jest że :( ) Na wykładach brak list.

ANGIELSKI
Niby 2 poziomy grup: średnio i zaawansowani, ale tylko umownie raczej. U nas 4 testy na rok. przy średniej 4,coś zwolnienie z egzaminu. Do zrobienia :) Pierwsza książke lepiej sobie ksero kupić, druga nie dość ze trudno dostępna, kolorowa to 60+ zł kosztowała :/

BIOFIZYKA
Na ćwiczeniach robi się doświadczenia, potem na ich podstawie sprawozdania (albo na podstawie innego, starszego sprawozdania...:D ale to tylko pomoc oczywiście :D). Zaliczenie to test jednokrotnego wyboru (robić testy, pule!!), malutko ludzi miało "2" z tego, ale niiiiiikooogo nie wywalili przez biofize :D Wykłady obowiązkowe ( :( ) i często były listy puszczane (chyba jedyny przedmiot z listami). Żadnych książek nie potrzeba.

BIOLOGIA MOLEKULARNA
Bardziej genetyka niż biologia w sumie, ćwiczenia dość ciekawe: izolowanie DNA, robienie PCR i takie tam. Na pewno są zabawni prowadzący ćwiczenia :DD. Są 3 kolokwia  (robić testy i pule gorąco polecam wiadomo dlaczego), prezentacje nam udostępniali. Na wykładach chyba brak list. Fartuch na ćwiczenia potrzebny, bez książek żadnych. Zwolnienie z egz od 4,5, ale te oceny z kół to... no bywają zaskakująco różne (np. między osobami siędzącymi obok siebie hehe) i nie ma osoby chyba która nie zdała, ba która miałaby repete przez biolomolo :D

CHEMIA
Przyjemne zajęcia, wszystkie grupy dziekańskie w danym tygodniu mają tę samą tematykę zajęć (jak z histo mniej więcej, jeżeli nie wspomniałam) a że co zajęcia są wejściówki (2 łatwe pytania na podstawie skryptu), warto mieć pod koniec tygodnia zajęcia, bo pytania hmm....wędrują :O Błagam nie kupujcie nowego skryptu, gówienko 30+ zł a rozlatuje się szybciej niż ustawa przewiduje. Oprócz tego fartuch potrzebny, rękawiczki, teoretycznie okulary. Kolokwia pozornie wielokrotnego wyboru (chyba tak to się nazywało) że np. pyt 1  odpowiedzi ABCD i niżej: poprawne to I AB  II ACD itd. Robić testy ze starszych lat!!! Jak się nie zda któregoś koła to potem po drugim jest taki dodatkowy termin (nie ma egzaminu z chemii). Oprócz skryptu do nauki potrzebne prezentacje udostępniane przez zakład.

HISTORIA MEDYCYNY
Trwa jeden semestr (tak jak chemia, biolomolo, socjologia -> 1 sem, a także pielęgniarstwo, parazyty i infa+biostatystyka -> 2 sem). Bardzo przyjemny przedmiot, co zajęcia inna dwójka/trójka osób z grupy przedstawia swoją prezentację (tematy podane na początku semestru). Kończy się egzaminem ale bardzo łatwym, w tym roku był taki myk, że za udział w jakimś wykładzie w sobote osoby te miały jedno a nie trzy pytania na egzaminie. Pytania sie losuje, nie da sie chyba na nie nauczyć :O ale mając pod ręką jakieś źródło wiedzy (koleżanka bądź no inne źródła :D) się zda. Nikt nie oblewa, zazwyczaj są same 4/5. Książka niepotrzebna.

INFORMATYKA Z BIOSTATYSTYKĄ
Podzielone pół na pół, wpierw 5 zajęć (tygodni) jedno, potem drugie. U nas na inf było zaliczenie za obecność, na biostat ustne (łatwo zdać :D). Można mieć skrypt z biostat np. z biblio ale bez tego się obejdzie.

MEDYCYNA KATASTROF
Najpierw część teoretyczna, potem praktyczna. Pierwsze zaliczenie testowe, wystarczy notować to, na co jest wskazywana uwaga podczas seminarium (chyba że ktoś sobie cyknie zdjęcie slajdu) i rooooooobić testy!!! :D Część praktyczna hmm przydaje się notować, ciekawe rzeczy są mówione (takie praktyczno-kliniczne), zaliczenie polega na tym, że jeden pozorant jest a dwie osoby zdające mają go tam zbadać ogólnie, no zareagować prawidłowo. Nietrudne, książek nie ma. Nikt nie oblewa :D

PARAZYTOLOGIA
Ciekawy przedmiot moim zdaniem, na zajęciach ogląda się pod mikroskopem różne "robale": pierwotniaki, jakieś owady itd. Wszystkie wskazane rysuje się w zeszycie, pod koniec zajęć pod nimi podpisuje się asystent. Zaliczenie to test jednokrotnego (robić pule!!! :D). Też wszyscy zdają.

PODSTAWY OPIEKI NAD CHORYM
Czyli tzw. pielęgniarstwo, chyba najciekawszy przedmiot na 1 roku, taki typowo praktyczny. W zależności od prowadzącej (bo grupki chyba z 7-8 os były) obowiązuje mundurek pielęgniarski (w sumie przydaje się na praktykach potem, jak kto lubi) bądź sam fartuch po prostu, zaliczenie też różnie, jedne grupy nic nie miały a my test jednokrotnego (przydało się w końcu notowanie wooohooo :D). Na zajęciach uczymy się badać ciśnienie, robić wkłucia podskórne, śródskórne, dożylne, pobieranie krwi, zakładanie wenflonu -> wszystko na kolegach, koleżankach :D jedynie domięśniowego nie robiliśmy na sobie, inna grupa tak więc to nie reguła. Książek brak, wszyscy zdają.

SOCJOLOGIA
Przyjemny i łatwy przedmiot. Każdy robi raz esej na wybrany temat i to jest zaliczenie. Nie ma książek i żadnych problemów :D

WF
Raz w tygodniu zajęcia. Można zdecydować się na sekcje, których troszkę u nas jest i wtedy się na standardowe zajęcia nie chodzi. Trwa jak język obcy dwa lata, zaliczeniem jest obecność na zajęciach/sekcji. No i mamy wioślarstwo (taki Cambridge prawie :D), które jest przyjemne zwłaszcza od marca/kwietnia.


Jak się znów zbiorę to opisze pierwsze praktyki, zderzenie ze szpitalem warte jest opisania :)